Okolice Iławy to mikro zagłębie tajemniczych miejsc, fascynujących historii i nietypowych atrakcji. Jednego i drugiego w artykule nie zabraknie!
(A to będzie ledwie fragment między wsią Boreczno a wyspą Bukowiec.)
Do zwiedzania pchnął mnie przeczytany kilka lat temu artykuł o przypadkowym odnalezieniu skarbu rodziny Finckenstein we wsi Gubławki na Pojezierzu Iławskim. Jednak z całym szacunkiem dla Gubławek, wieś, dwór oraz nieobecny już skarb, to trochę mało by ruszać nawet na półdniowe zwiedzanie. Więcej mi było trzeba, pomyszkowałam więc po mapach i poczytałam książki i internety, a owoce poszukiwań przerosły moje oczekiwania. Znalazłam wyspę na Jezioraku z zagadkowym cmentarzem, grodziska, kościół z skamieniałem rycerzem, opuszczone dwory, nieistniejące wsie. Wszystko nie dalej niż trzydzieści kilometrów od Iławy. W którymś momencie musiałam powiedzieć STOP i coś wybrać!
Zobaczcie sami, jak niezwykłe i mało znane miejsca można znaleźć nad Jeziorakiem.
Dwór w Gubławkach (Gablauken) i skarb rodu Finck von Finckenstein
Historia jak z książek o Panu Samochodziku, Zbigniew Nienacki nie wymyśliłby tego lepiej. Tylko że rzecz wydarzyła się naprawdę i to całkiem niedawno, bo w 2017 roku.
A było tak: Patryk z Iławy (lat 14) wraz z rodzicami spędzał majówkę w maleńkich Gubławkach – sennej popegeerowskiej wsi nad Jeziorakiem. Noc planował spędzić w lesie. Konstruując schronienie trafił na coś twardego, co po pobieżnych oględzinach okazało się dwiema kankami na mleko. Ale mleka to one w środku nie miały. O nie. W pierwszej znalazł się między innymi ekwipunek oficera Wehrmachtu. W drugiej, pod futrzaną czapką, pliki dokumentów, pieniądze, biżuteria, pamiętniki oraz drobiazg, który jednoznacznie pozwolił ustalić do kogo należały te skarby: koperta z napisem Mein letzter Wille. To był testament hrabiego Hansa Joachima von Finckensteina, ostatniego właściciela majątku Gubławki.
Pruski ród Finckenstein już pojawił się na blogu
We wpisie o roadtripie wkoło Jezioraka. O Finckensteinach wspominałam przy okazji zwiedzania resztek ich spektakularnych rezydencji: zamku w Szymbarku oraz pałacu w Kamieńcu Suskim na zachodnim Pojezierzu Iławskim, ale i wschodnia część miała swoją gałęź Finckensteinów. Prócz brzegów Jezioraka dzieliły ich poglądy (ci ze wschodu nie sympatyzowali z Hitlerem, tych z zachodu Hitler odwiedzał) i specjalizacja hodowlana. Na zachodzie hodowano owce, a na wschodzie konie. Siedziby rodowe Finckensteinów zachodnich to dziś zgliszcza i ruiny, tych wschodnich mają się co najmniej nieźle.
Majątek w Gubławkach w ręce Finckensteinów trafił stosunkowo późno, bo w 1880 roku. Kupił go ojciec Hansa Joachima z przeznaczeniem na rządcówkę. Po jego śmierci w Gubławkach zamieszkała wdowa, a po jej śmierci dwór odziedziczył Hans Joachim, który do 1945 mieszkał tu z żoną i dwiema córkami. Młodsza Waldtraut (ur. w 1937) przyjechała do Iławy odebrać rodzinne pamiątki znalezione siedemdziesiąt dwa lata po śmierci jej ojca i ucieczce z Gubławek.
Dwór w Gubławkach nie jest najpiękniejszym w okolicach Iławy, ale trudno odmówić mu uroku i oryginalności. Wzniesiony na wysokim półwyspie, z czerwonej cegły na planie litery T z wpadającym w oko mansardowym dachem i widokiem na zatokę Kraga, na którą można by patrzeć godzinami.
Z wyposażenia nic się nie zachowało, ale sam dwór jest w przyzwoitym stanie. Przetrwał niemal bez uszczerbku przemarsz Armii Czerwonej, zarządy PGR-u i transformację, która niejednokrotnie okazywała się gwoździem do trumny zabytków w dawnych Prusach Wschodnich. W ubiegłym roku dwór (wraz ze szkaradnymi pozostałościami PGR-u) wystawiono na sprzedaż. Cena wywoławcza – 11 milionów złotych. Nie wiem czy znalazł kupca, ale gdybym miałam tyle forsy, to brałabym bez chwili wahania. Dla tego bajecznego widoku na Jeziorak.
Tajemnicza wyspa Bukowiec (Bukowitzwerder) i 3 dowody na to, że nie ma drugiej takiej w Polsce (a może i na świecie)
Jako turystka chorująca na „gorączkę wyspową” obok Bukowca – drugiej największej wyspy Jezioraka – nie mogłam przejść obojętnie. Nawiasem mówiąc na najdłuższym polskim jeziorze wysp w sumie jest kilkanaście łącznie z największą Wielką Żuławą, do której latem przybija prom z Iławy. Ale by dostać się na Bukowiec nie potrzeba łodzi. Chyba, że ktoś ma taki kaprys, to proszę bardzo.
Najłatwiej na Bukowiec dostać się piechotą
Rozczarowani będą jednak ci, którzy liczą, że na Jezioraku dzieje się magia i chodzi się po wodzie. Nie, ani na chwilę nie traci się kontaktu z gruntem: ze wsi Wieprz idzie się tu groblą. I to jest rewelacja numer jeden.
Przed wojną na Bukowcu pasło się bydło i by ułatwić sobie życie właściciel wyspy nazwiskiem Gratzki usypał czterystumetrową groblę. Co ciekawe: po śladzie pradawnej grobli zatopionej w jeziorze.
Idąc ścieżką wokół wyspy w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara po kilku minutach mija się pagórek, którego zbocze stromo opada w stronę Jezioraka. Ale po wdrapaniu się na czubek od razu widać, że w jego powstaniu udział brali ludzie. Grodzisko ma owalny kształt o wymiarach około 40 na 40 metrów z czytelnym układem fosy i wałów. Z badań archeologicznych wynika, że powstało w późnym neolicie, a w epoce brązu funkcjonowała tu osada. Tłumacząc na laicki: życie społeczne na Bukowcu toczyło się już ponad trzy tysiące lat temu!
A windując jeszcze bardziej poziom tajemniczości dodam, że…
Środek grodziska na wyspie Bukowiec zajmuje zapomniany cmentarz
Anonimowe mogiły to nie lada pożywka dla wyobraźni, podpowiadającej kogo pochowano w niepoświęconej ziemi na takim odludziu (kochankowie? zmarli na cholerę? topielcy wyrzuceni na brzeg przez burzę?).
Rozwiązanie zagadki znalazłam w książce Doroty Paśko-Sawczyńskiej „Z Weepers do Wieprza droga panny Preuss”. To wojenne mogiły z 45 roku, w których pogrzebano matkę i żonę pana Gratzkiego (tego od grobli), rosyjskiego jeńca wojennego, który wolał powiesić się niż ponownie spotkać z rodakami, uciekinierkę z Insterburga (dzisiejszy Czerniachowsk w obwodzie kaliningradzkim) oraz niezidentyfikowanego żołnierza niemieckiego, który zamarzł w Jezioraku.
Jest jeszcze jeden dowód niezwykłości Bukowca
To wyspa prywatna, co samo w sobie może i nie jest czymś niespotykanym. Zabawne jest natomiast kto widnieje w jej akcie własności: Bukowiec należy do związku zawodowego pracowników General Electric w Elblągu.
W latach siedemdziesiątych wyspę od ówczesnej właścicielki odkupił zakład mechaniczny Zamech z Elbląga (który nawiasem mówiąc miał swój wcale nieskromny udział w jednym z najciekawszych projektów sztuki w przestrzeni publicznej PRL-u). Pani Preuss na Bukowcu, w domu bez prądu i wygód, mieszkała od czterdziestego szóstego roku aż do śmierci. Była autochtonką i nigdy dobrze nie nauczyła się mówić po polsku. Dziś po jej obejściu nie ma śladu, a wyspa jest leśnym polem kempingowym.
Dobra wiadomość jest taka, że nie potrzeba przynależności związkowej by postawić stopę na Bukowcu. Ale wstęp na wyspę jest płatny, nawet dla przygodnych spacerowiczów.
Wieprz (Weepers), czyli wieś wypoczynkowa
Niedawno o maleńkim Wieprzu zrobiło się głośno. Wszystko przez dzika pływającego na tratwie po Jezioraku. Ale nim do czerwoności rozgrzejecie zwoje mózgowe rozkminą jak to możliwe, że zwierzę z lasu posiadło tratwę oraz umiejętność nawigowania (a także po co mu to, skoro akurat dziki potrafią wpław i to całkiem nieźle) uspokajam: to nie fake news, ani zwiastun końca świata. To tylko maskotka wsi Wieprz zerwała się z kotwicy. Ale już wróciła do siebie. Dobrze widać ją z grobli, jeszcze lepiej z plaży, która w Wieprzu oficjalnie jest nie plażą a „miejscem okazjonalnie wykorzystywanym do kąpieli”.
Zwiedzając Wieprz najlepiej zabawić się w poszukiwacza przeszłości. Przedwojenne Weepers było wsią rolniczą, w której hodowano bydło i konie, ale prawdziwe pieniądze zarabiało się na rybołówstwie. Dziś z trudem mieści się to w głowie, bo rabunkowa gospodarka rybacka za Polski Ludowej mocno przetrzebiła zasoby Jezioraka. Tymczasem to dzięki zyskom z połowu rodzina Preussów w 1941 roku kupiła wyspę Bukowiec. We wsi działała gospoda, a dwa razy w tygodniu przybijał parostatek z Iławy i Zalewa.
Powojenny Wieprz przechyla się w stronę letniska. Działają tu pole kempingowe i kilka agroturystyk, jedna w poniemieckiej szkole. Zachowała się też garstka innych przedwojennych zabudowań: kilka domów (w tym rodzinny Preussów, w którym mieszkali do przymusowej wyprowadzki na Bukowiec), parę budynków gospodarczych z czerwonej cegły i rybaczówka na brzegu Jezioraka.
Przed wjazdem do Wieprza po lewej ukrywa się nieduży poniemiecki cmentarz. Bardzo zadbany jak na wieś, w której nie ma już ewangelików. W ogóle dojazd do Wieprza od strony Boreczna to bajka – jedzie się przepiękną aleją starodrzewu.
A temu komu wciąż mało tajemnic proponuję spacer z Wieprza do Pomielina (Pomehlen) w poszukiwaniu śladów wsi, która zniknęła i staropruskich kurhanów.
➙ CZYTAJ RÓWNIEŻ: Cmentarze I wojny światowej okręgu Bochnia – trasa po najładniejszych (chyba?)
Boreczno (Schnellwalde) i tajemnica rycerza z kamienia
Z Iławy do Boreczna drogowskazy prowadzą jak po sznurku, jakby Boreczno było miastem co najmniej średniej wielkości, a nie wsią. W dodatku raczej niewielką, ale nadrabiającą legendami, do powstania których dorzucił się też Zbigniew Nienacki.
Lista atrakcji Boreczna nie jest długa, a największą jest czternastowieczny kościół. Podobno ma wyjątkowego pecha do piorunów, które trzy razy niszczyły mu wieżę (ostatni raz w latach 60.).
Tuż obok zabytkowa pastorówka (aktualnie plebania) i szkoła z czerwonej cegły wkomponowana w nowoczesny zespół szkół. Wygląda to nawet nieźle. Prócz tego trochę poniemieckich zabudowań gospodarczych i przedziwna kamieniczka, której gospodarze lubią żyć kolorowo.
Naciskając klamkę kościoła w Borecznie nie robiłam sobie wielkich nadziei. Tymczasem – o niebiosa! – Sezam otworzył się. Drzwi ustąpiły lekko, a w środku zastałam dwie panie zaaferowane dekorowaniem prezbiterium fioletową materią. Poza tym wnętrze jest jasne i proste, mimo barokowego wyposażenia (ołtarz, konfesjonał i ambona, wszystko białe). Kościół w Borecznie co prawda jest gotycki, ale wraz z rozwiązaniem Państwa Krzyżackiego przeszedł w ręce ewangelików. Ominęła go więc kontrreformacja, a wraz z nią pokrycie złotem wszystkiego co nie uciekało.
Do spowiedzi? Nie, na zwiedzanie
– odpowiadam i najuprzejmiej jak potrafię zagaduję gdzie znajdę „słynną płytę nagrobną”? Bo logika podpowiada, że powinna być wmurowana w ścianę, ale ściany są gołe. Kobiety na moment przerywają drapowanie. – A to trzeba pytać księdza proboszcza, my nie wiemy. Może przeoczyłam w kruchcie. – odpowiadam sobie samej, bo panie znów pochłonęła produkcja fal Dunaju (czy raczej Jezioraka, w końcu to Pojezierze Iławskie).
Czyli fiasko. Nie zobaczę rycerza zmienionego w kamień przez rozżaloną narzeczoną z gminu, której wpierw obiecał miłość do – nomen omen – grobu, a potem porzucił. To jedna z wersji lokalnej legendy, do kolejnej rękę przyłożył Zbigniew Nienacki. W książce „Pan Samochodzik i złota rękawica” przytacza wiersz mazurskiego poety ludowego Gustawa Kodrąba o pojedynku polskiego i krzyżackiego rycerza. Ten drugi miał rzucić Polakowi złotą rękawicę, a potem zostać z nią pochowanym w kościele w Borecznie. Bo walkę przegrał, oczywiście.
Ale to też fantazja. Epitafium z Boreczna powstało po sekularyzacji Państwa Krzyżackiego, a poza tym poeta Kodrąb to też jakby legenda. Książka Nienackiego to jedyny ślad po nim. Aczkolwiek przyznać trzeba, że kamienny rycerz faktycznie ma jakąś taką wielką łapę. Wiem, bo w końcu go znalazłam, a właściwie na niego wlazłam. Epitafium wmurowano w posadzkę pod amboną. Przedstawiony na nim renesansowy woj to Hans II von Schönaich z rodu właścicieli Boreczna. Ot i cała tajemnica.
Okolice Iławy kryją więcej tajemniczych i zapomnianych miejsc
To tylko malusieńki wycinek tajemniczych i zapomnianych miejsc w okolicach Iławy, czy szerzej na Pojezierzu Iławskim. Odkrywania jest tu na tygodnie.
Więcej o kulisach odnalezienia skarbu Finceknsteinów w Gubławkach można przeczytać tutaj. Polecam też wspomnianą już książkę „Z Weepers do Wieprza droga panny Preuss” Doroty Paśko-Sawczyńskiej. To szalenie interesująca lektura, która odsłania kulisy życia w okolicach Iławy przed 1945 rokiem oraz w PRL-u po wysiedleniu mieszkańców Prus.
Posłuchaj jak opowiadam o tajemnicach Pojezierza Iławskiego w TVP3 Olsztyn:
Wreszcie polecam też moje artykuły z propozycjami zwiedzana bliższej i dalszej okolicy Iławy (sama Iława nadal nie doczekała się osobnego przewodnika, ale jak mówią: co się odwlecze…):
- Kraina Kanału Elbląskiego to nie tylko pochylnie! Przewodnik na cudowny weekend
- Skręć w drogę bez nazwy. Odkrywamy ziemię lubawską
- Pojezierze Iławskie dla szczurów lądowych. Roadtrip dookoła Jezioraka
- Glaznoty: była sobie wieś u stóp Wzgórz Dylewskich
- Nowe Miasto Lubawskie – średniowieczne miasteczko w duchu slow
- Dookoła Kurzętnika, czyli turystyka przydomowa w czasach zarazy
- Prawie nieznane krzyżackie zamki w Przezmarku i Morągu
- Morąg – jeszcze nie wiecie, że chcecie tam pojechać!
Przydało się?
Postaw mi wirtualną kawę lub udostępnij artykuł znajomym. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.
DZIĘKUJĘ!
Podobne artykuły
Cześć!


Nazywam się Zofia Jurczak, a ten blog jest dla ciekawych świata!
Jestem kulturoznawczynią - filmoznawczynią (UJ), stypendystką Miasta Krakowa. Moje koniki to Kraków, muzea, miasteczka, dziedzictwo kulturowe i historyczne. Kocham Japonię, uwielbiam wyspy. W podróży napędza mnie ciekawość. Na blogu piszę o tym, co mnie kręci.
Więcej