Jak to zrobić do spółki z ile to kosztowało, to dwa najczęściej zadawane mi pytania od czasu powrotu z Japonii. Łapcie więc pierwszą odsłonę cyklu “Jak zorganizować wyjazd do Japonii – studium przypadku na własnym przykładzie”.

To mógł być najdłuższy wpis świata, ale nie będzie, bo podzieliłam go na części. I tak w pierwszej na tapecie tematy: kiedy najlepiej lecieć do Japonii oraz czego spodziewać się po drodze, w drugiej pogadamy o pieniądzach w Japonii i przydasiach (CZYTAJ TU), a w trzeciej napiszę wszystko co wiem o transporcie po Tokio i Honsiu. Będzie też część poświęcone wyłącznie spaniu w Japonii. Na deser zaś skonsumujemy „Japonia w stylu budżet”. Będzie też osobny tekst tylko o noclegach w Japonii.

UWAGA!

Tekst został zaktualizowany w październiku 2019 roku i jest wypadkową doświadczeń z dwóch samodzielnie zorganizowanych podróży do Japonii: wiosną 2017 roku i we wrześniu 2019 roku. Łącznie w Japonii spędziłam ponad 5 tygodni. I ciągle mi mało!

Jak to z nami i Japonią było

Nim jednak przejdę do noclegów, przelotów i całej reszty, wypada zaznaczyć, że ten wpis nie jest uniwersalnym przepisem na wyjazd do Japonii. Na pewno można to zorganizować i znacznie taniej, i dużo drożej. Wiele zależy od pożądanego standardu, posiadanego budżetu i terminu wylotu. Jako totalni nowicjusze w temacie wypraw do Azji nie ustrzegliśmy się też kilku potknięć, więc śmiało uczcie się na naszych błędach.

A było tak: We dwójkę spędziliśmy w Japonii łącznie 39 dni. Za pierwszym razem 17 dni na przełomie kwietnia i maja 2017. Najpierw 9 dni w Tokio, a kolejne 7 pochłonęło nam zwiedzanie centralnej części wyspy Honsiu. W tym czasie byliśmy w Nagano (które okazało się niezbyt urodziwą acz cudownie bezludną i senną mieściną), Nagoi (przerwa w podróży na zwiedzanie zamku), Kioto (taki japoński Kraków z zachowaną przedwojenną zabudową, mnóstwem świątyń, a także bulwarami nad rzeką Kamo), Narze (setki, a może tysiące półdzikich danieli, ach!) i Osace (czarny koń pobytu) oraz w Jigokudani  Snow Monkey Park, które w zasadzie było głównym powodem, dla którego w ogóle ruszyliśmy do Nagano.

We wrześniu 2019 roku 8 dni spędziliśmy w Tokio, a w przez pozostały czas zwiedziliśmy m.in. w Hiroszimę i Miyajimę, Matsuyamę, Toyamę, ponownie w Osace i Kioto oraz na wyspach królików (Okunoshima), kotów (Aoshima) i sztuki (Naoshima).

Kiedy najlepiej lecieć do Japonii?

To pytanie zadaje pewnie sobie pewnie wielu z was. Za pierwszym razem wybraliśmy drugą połowę kwietnia i początek maja.

To dobry i zły moment, aby lecieć do Japonii. Dobry, bo można załapać się na sakurę (czyli czas, gdy kwitną wiśnie). Nam udało się zdążyć na ostatnie chwile w Tokio i było bajecznie. Dopisała również pogoda. Przez cały pobyt temperatura wahała się między 18 a 25 stopniami i raptem dwa razy padało. Ale przełom maja i kwietnia, to w Japonii jeden z najgorętszych momentów sezonu turystycznego – golden week, czyli mówiąc po naszemu majówka. Między 29 kwietnia a 5 maja wypadają 4 dni urzędowo wolne od pracy. Reszty chyba nie trzeba tłumaczyć.

Pomni ceregieli z golden week za drugim razem zdecydowaliśmy się na polecieć do Japonii we wrześniu i… i liście się jeszcze nie złociły, ale za to było potwornie gorąco. Przez dwie trzecie naszego pobytu temperatura nie spadała poniżej trzydziestu stopni co w parze z wysoką wilgotnością robiło iście piekielne kombo. W praktyce oznaczało to, że dziesięć minut po wyjściu z hotelu człowiek był calutki mokry. I że w krytycznych momentach nie wahałam się nosić mokrego ręcznika na głowie, byle tylko trochę ulżyć sobie w tym upale. Bardzo, bardzo zazdrościłam Japonkom ich przewiewnych szat, niestety japońskie sklepy z ciuchami we wrześniu były już gotowe na zimę.

Oczywiście Japonia jest krajem klimatyzacji – i faktycznie te krótkie chwile w sklepach, metrze i pociągach pozwalały trochę odsapnąć od upału. Za to wyjście z klimy na zewnątrz to za każdym razem było jak dostać gorącą wilgotną szmatą w twarz. Bardzo nieprzyjemne. O dziwo żadne nie złapało kataru, ale szczerze mówiąc czułam się potwornie niekomfortowo z tym permanentnym spoceniem. A ponoć wrzesień to i tak jest pikuś przy temperaturach i wilgotności w sierpniu.

Z przewag września nad przełomem kwietnia i maja – ceny noclegów były przyjemniejsze dla portfela. Ale jeśli znów miałabym lecieć do Japonii we wrześniu, to wybrałabym drugą połowę miesiąca.

Przelot do Japonii: jakie linie lotnicze wybrać? PLL LOT versus Emirates

W 2017 roku lecieliśmy do Japonii LOT-em

Fakt, że narodowy przewoźnik w 2016 roku otworzył bezpośrednie połączenie z Warszawy do Tokio był decydującym argumentem, aby w ogóle polecieć do Japonii (pisałam o tym więcej w tym wpisie). Bilety kupowaliśmy jeszcze w 2016 roku i ta przyjemność wyniosła nas 4800 złotych za dwie dorosłe osoby na trasie Kraków – Warszawa – Tokio Narita – Warszawa – Kraków (klasą ekonomiczną, rzecz jasna).

Lot do Japonii LOT-em był w porządku. To był nasz pierwszy raz na pokładzie Boeinga 787, czyli Dreamlinera i – co prawda – miejsca na nogi nadal jest tyle co kot napłakał, ale leci się wygodniej (i ciszej) niż innymi Boeingami, o turbośmigłowych samolocikach nawet nie wspominając. Nieźle karmią. W czasie lotu serwowane są dwa posiłki (obiady), a w międzyczasie drobne przekąski oraz napoje (w tym piwo i wino). Te przekąski są tak drobne, że nas od śmierci głodowej ratowała żelazna rezerwa kabanosów i onigiri w drodze powrotnej. I własny zapas wody (półtora litra na łeb) kupionej za grube hajsy na lotnisku. Za drugim razem wykazałam więcej sprytu, ale to za moment.

Co było słabe w locie LOT-em do Japonii? Obsługa pokładowa – mało sympatyczna oględnie mówiąc. W jedną i drugą stronę minimum zaangażowania, byleby jak najszybciej odwalić serwis i resztę lotu spędzić na plotach za zasłonką. Limit bagażowy 23 kilogramy (na osobę, w jednej dużej walizce) plus 8 kg na bagaż podręczny też nie robi wielkiego wrażenia.

Rejs trwał 9 godzin z małym haczykiem do Tokio Narita i ponad 11 godzin w drodze powrotnej do Warszawy. W drodze powrotnej wylatywaliśmy z Narity rano, więc ostatnią noc spędziliśmy w hotelu Narita Tobu Hotel Airport, który bezpłatnie dowozi pod drzwi terminalu. W hotelu jest też mały sklep spożywczy. Jedno i drugie to duża wygoda.

Toshogu w parku Ueno. Atrakcje Tokio

W 2019 roku polecieliśmy do Japonii liniami Emirates 

Za połączenie na trasie Kraków – Dubaj – Tokio – Dubaj – Kraków zapłaciliśmy 5 tysięcy złotych za dwie osoby. Ale! Lecieliśmy z podwyższonym limitem bagażowym do 30 kilogramów na głowę.

Z Dubaju do Tokio lecieliśmy Boeingiem 777 (lądowanie na lotnisku Haneda), a wracaliśmy z Narity największym pasażerskim samolotem świata, czyli Airbus A380 i to była rewelacja.

Czym lot Emirates różnił się od tego LOT-em? Przede wszystkim wygodą, zwłaszcza Airbus A380 jest mega wygodny i nawet w klasie ekonomicznej jest sporo miejsca na nogi. Jedzenie bardzo dobre, porcje w sam raz. Duży plus za ograniczenie jednorazowego plastiku do minimum. Na pokładzie Emiratów je się metalowymi sztućcami. Bardzo duży wybór rozrywki pokładowej (seriale, mnóstwo filmów, gierki, a nawet filmy z polskim lektorem). No i w odróżnieniu od ekipy LOT-u cabin crew w Emirates była bardzo zaangażowana, uśmiechnięta i pomocna (jak powiedział pan kapitan na dzień dobry: na pokładzie mamy przedstawicieli piętnastu krajów mówiących osiemnastoma językami).

Teraz minusy. Widzę dwa

Pierwszy to łączna długość lotu – w jedną i drugą stronę podróż trwała grubo ponad dobę.

Lecą do Japonii mieliśmy ponad dziesięć godzin przerwy w Dubaju, w dodatku w nocy. Nie było szans na zwiedzanie (poza tym jezusiku jaka tam była potworna gorącz! 39 stopni o 21, podłoże parzyło w stopy przez buty), więc przenocowaliśmy w hotelu Flora Inn Hotel Dubai Airport (dwie stacje metrem z Terminalu 3 lotniska DEX). Bardzo polecam, bo za niecałe 170 złotych wyspaliśmy się w gigantycznym i mega wygodnym łóżku (śmiałam się, że samo to łóżko w Dubaju było wielkości pokoi w japońskich hotelach).

W drodze powrotnej międzylądowanie trwało 5 godzin i to nad ranem, więc nie ruszaliśmy się z terminalu 3 lotniska Dubaj. Ale udało mi się wziąć prysznic (w terminalu 3 prysznice są między gate’ami B13-B19, korzystanie jest bezpłatne, ale trzeba mieć własne kosmetyki i ręcznik), co wielce sobie chwalę.

A drugi minus? Drugi minus to lot (co tu dużo gadać z piekła rodem) linia flydubai z Krakowa do Dubaju. Niestety, chlip, chlip, Emirates nie lata do Krakowa, zastępują go tanie linie flydubai. Ciężko napisać o nich cokolwiek dobrego, prócz to, że dowiozły mnie w jedną i drugą stronę (a w ramach code-share z Emirates flydubai zapewnia posiłek). Ale to było sześć godzin w cholernym Boeingu 737 w towarzystwie wielożennych i wielodzietnych rodzin z Emiratów. Określenie “w oku cyklonu” zdaje się być najbliższe temu, jak taki lot w praktyce wygląda.

atrakcje w Tokio: teamLab Borderless

W tym wpisie pisałam też o miejscówkach, w których nocowaliśmy w Japonii, ale po drugiej podróży temat tak się rozrósł, że wyekspediowałam go do osobnego wpisu Noclegi w Japonii: jak szukać by na spanie nie wydać fortuny (+ sprawdzone hotele!).

Czytaj również inne posty z podróży do Japonii:

➔ Co trzeba zobaczyć w Tokio część 1 | część 2
➔ Makaki japońskie kąpią się w gorących źródłach | Jigokudani Snow Monkey Park
8 trików jak tanio zorganizować wyjazd do Japonii
➔ Jak zorganizować wyjazd do Japonii | Transport w Tokio i Japan Rail Pass
➔ Jak zorganizować wyjazd do Japonii | pieniądze, internet, przydasie
Kioto w pigułce dla zabieganych
➔ Japonia: lista lektur | Co przeczytać przed podróżą do Japonii?
6 największych zaskoczeń w Japonii


Ciekawy wpis, to puść go dalej! 
Po więcej pomysłów na zwiedzanie zajrzyj do spisu treści bloga.
No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Dodaj mnie do Feedly albo polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się na newsletter. Zero spamu, tylko powiadomienia o nowych artykułach! 

A teraz sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!

Muzeum Studia Ghibli w Tokio - Mitaka. Totoro

Komentarze