wJak to zrobić do spółki z ile to kosztowało, to dwa najczęściej zadawane mi pytania od czasu powrotu z Japonii. Łapcie więc pierwszą odsłonę cyklu “Jak zorganizować wyjazd do Japonii – studium przypadku na własnym przykładzie”.

To mógł być najdłuższy wpis świata, ale nie będzie, bo podzieliłam go na części. I tak w pierwszej na tapecie tematy: kiedy najlepiej lecieć do Japonii oraz czego spodziewać się po drodze, w drugiej pogadamy o pieniądzach w Japonii i przydasiach (CZYTAJ TU), a w trzeciej napiszę wszystko co wiem o transporcie po Tokio i Honsiu. Będzie też część poświęcone wyłącznie spaniu w Japonii. Na deser zaś skonsumujemy „Japonia w stylu budżet”. Będzie też osobny tekst tylko o noclegach w Japonii.

UWAGA!

Tekst został zaktualizowany w marcu 2026 roku i jest wypadkową doświadczeń z pięciu samodzielnie zorganizowanych podróży do Japonii w latach 2017-2026. I to nie jest moje ostatnie słowo!

Jak to z nami i Japonią było

Nim jednak przejdę do noclegów, przelotów i całej reszty, wypada zaznaczyć, że ten wpis nie jest uniwersalnym przepisem na wyjazd do Japonii. Na pewno można to zorganizować i znacznie taniej, i dużo drożej. Wiele zależy od pożądanego standardu, posiadanego budżetu i terminu wylotu. Jako totalni nowicjusze w temacie wypraw do Azji w 2017 roku nie ustrzegliśmy się kilku potknięć, więc śmiało uczcie się na naszych błędach.

Ja w każdym razie z własnych wpadek wyciągnęłam wnioski i kolejne podróże zorganizowałam bez organizacyjnych wtop. Chcesz, mogę pomóc ci zorganizować także Twoją podróż!

Początki były skromne

W 2017 roku większość pobytu spędziłam w Tokio, a później z tygodniowym biletem kolejowym Japan Rail Pass ruszyłam w podróż do Nagano i w Alpy JapońskieKioto, Nary, Nagoi i Osaki.

Rozkręciłam się dopiero w kolejnej podróży w 2019 roku, gdy z 14-dniowym Japan Rail Pass w kieszeni odwiedziłam m.in. Hiroszimę, Wyspy Kotów i Królików, wyspę Shikoku (Matsuyamę i Uchiko), Naoshimę – wyspę sztuki i Toyamę.

Długo wyczekiwany powrót do Japonii w 2023 roku. Z dwutygodniowym JR Pass tym razem skupiłam się na wyspie Kiusiu, odwiedzając na niej m.in. Kagoshimę, Nagasaki i Beppu. Dwa dni spędziłam także na wyspie Yakushima. Zwiedziłam także zamek Himeji, bazę łodzi podwodnych oraz muzeum washletów Toto.

Na przełomie 2024 i 2025 roku większość pobytu spędziłam w Kioto, którego miałam wielki niedosyt w czasie poprzednich podróży. Ale zwiedzałam także okolicę, między innymi plantację herbaty w Wazuka i cudne Amanohashidate. Pobyt zwieńczył wspaniały czas w prefekturze Tochigi – Nikko i okolice mają stałe miejsce w moim sercu.

W 2026 roku przyszła pora na południowo-zachodnie krańce Japonii: Okinawę oraz wyspy Yaeyama, które leżą rzut beretem od Tajwanu. Resztę pobytu spędziłam na Honsiu, ponownie eksplorując okolice Nagoi oraz Tokio. Wisienką na torcie był pobyt w tym onsenie na półwyspie Izu w połowie drogi między Nagoją a Tokio.

Kiedy najlepiej lecieć do Japonii?

To pytanie zadaje pewnie sobie pewnie wielu z was. Za pierwszym razem wybraliśmy drugą połowę kwietnia i początek maja.

To dobry i zły moment, aby lecieć do Japonii. Dobry, bo można załapać się na sakurę (czyli czas, gdy kwitną wiśnie). Nam udało się zdążyć na ostatnie chwile w Tokio i było bajecznie. Dopisała również pogoda. Przez cały pobyt temperatura wahała się między 18 a 25 stopniami i raptem dwa razy padało. Ale przełom maja i kwietnia, to w Japonii jeden z najgorętszych momentów sezonu turystycznego – golden week, czyli mówiąc po naszemu majówka. Między 29 kwietnia a 5 maja wypadają 4 dni urzędowo wolne od pracy. Reszty chyba nie trzeba tłumaczyć.

Pomni ceregieli z golden week za drugim razem zdecydowaliśmy się na polecieć do Japonii we wrześniu i…  było potwornie gorąco. Przez dwie trzecie pobytu temperatura nie spadała poniżej trzydziestu stopni co w parze z wysoką wilgotnością robiło iście piekielne kombo. W praktyce oznaczało to, że dziesięć minut po wyjściu z hotelu człowiek był calutki mokry. I że w krytycznych momentach nie wahałam się nosić mokry ręcznik na głowie, byle tylko trochę ulżyć sobie w tym upale. Bardzo, bardzo zazdrościłam Japonkom ich przewiewnych szat, niestety japońskie sklepy z ciuchami we wrześniu były już gotowe na zimę.

Oczywiście Japonia jest krajem klimatyzacji – i faktycznie te krótkie chwile w sklepach, metrze i pociągach pozwalały trochę odsapnąć od upału.

Z przewag września nad przełomem kwietnia i maja – ceny noclegów były przyjemniejsze dla portfela. Ale jeśli znów miałabym lecieć do Japonii we wrześniu, to wybrałabym drugą połowę miesiąca.

W 2025 roku wybraliśmy początek stycznia (i koniec grudnia, bo byliśmy w Japonii już na sylwestra) i to był strzał w dziesiątkę. Zima w Japonii jest znacznie przyjemniejsza niż w Polsce, a słońce zachodzi około godz. 17. W tym czasie tylko raz padał deszcz, a temperatury oscylowały wokół 10 stopni. Śnieg też padał, ale w górach. Było idealnie! Jednocześnie – wybierając się na przełomie roku do Japonii – trzeba pamiętać, że Japończycy wówczas intensywnie świętują, biorą wolne w pracy i na kolei/w hotelach trwa podobne wzmożenie jak w czasie golden week. Aha, pamiętajcie o tym, że w Japonii nie znają centralnego ogrzewania, a domy grzane są klimatyzacją lub innymi dziwnymi wynalazkami (jak elektryczny dywan ^^).

W 2026 roku odwiedziłam Japonię na przełomie lutego i marca, przy czym pierwszą część pobytu spędziłam na Okinawie i innych południowych wyspach z tropikalnym klimatem. Na główną wyspę wróciłam w marcu i pogoda była różna, ale z przewagą słońca. Temperatury od 5 do 18 stopni. Jak w Polsce na przednówku, ale jednak dużo bardziej zielono. A poza tym w marcu zaczyna się sakura.

Przelot do Japonii: jakie linie lotnicze wybrać? 

W 2017 roku lecieliśmy do Japonii LOT-em

Fakt, że narodowy przewoźnik w 2016 roku otworzył bezpośrednie połączenie z Warszawy do Tokio był decydującym argumentem, aby w ogóle polecieć do Japonii (pisałam o tym więcej w tym wpisie). Bilety kupowaliśmy jeszcze w 2016 roku i ta przyjemność wyniosła nas 4800 złotych za dwie dorosłe osoby na trasie Kraków – Warszawa – Tokio Narita – Warszawa – Kraków (klasą ekonomiczną, rzecz jasna).

Lot do Japonii LOT-em był w porządku. To był nasz pierwszy raz na pokładzie Boeinga 787, czyli Dreamlinera i – co prawda – miejsca na nogi nadal jest tyle co kot napłakał, ale leci się wygodniej (i ciszej) niż innymi Boeingami, o turbośmigłowych samolocikach nawet nie wspominając. Nieźle karmią. W czasie lotu serwowane są dwa posiłki (obiady), a w międzyczasie drobne przekąski oraz napoje (w tym piwo i wino). Te przekąski są tak drobne, że nas od śmierci głodowej ratowała żelazna rezerwa kabanosów i onigiri w drodze powrotnej.

Co było słabe w locie LOT-em do Japonii? Obsługa pokładowa – mało sympatyczna oględnie mówiąc. W jedną i drugą stronę minimum zaangażowania, byleby jak najszybciej odwalić serwis i resztę lotu spędzić na plotach za zasłonką. Limit bagażowy 23 kilogramy (na osobę, w jednej dużej walizce) plus 8 kg na bagaż podręczny też nie robi wielkiego wrażenia.

Rejs trwał 9 godzin z małym haczykiem do Tokio Narita i ponad 11 godzin w drodze powrotnej do Warszawy. W drodze powrotnej wylatywaliśmy z Narity rano, więc ostatnią noc spędziliśmy w hotelu Narita Tobu Hotel Airport, który bezpłatnie dowozi pod drzwi terminalu. W hotelu jest też mały sklep spożywczy. Jedno i drugie to duża wygoda.

Toshogu w parku Ueno. Atrakcje Tokio

W 2019 roku polecieliśmy do Japonii liniami Emirates 

Za połączenie na trasie Kraków – Dubaj – Tokio – Dubaj – Kraków zapłaciliśmy 5 tysięcy złotych za dwie osoby. Ale! Lecieliśmy z podwyższonym limitem bagażowym do 30 kilogramów na głowę.

Z Dubaju do Tokio lecieliśmy Boeingiem 777 (lądowanie na lotnisku Haneda), a wracaliśmy z Narity największym pasażerskim samolotem świata, czyli Airbus A380 i to była rewelacja.

Czym lot Emirates różnił się od tego LOT-em? Przede wszystkim wygodą, zwłaszcza Airbus A380 jest mega wygodny i nawet w klasie ekonomicznej jest sporo miejsca na nogi. Jedzenie dobre, porcje w sam raz. Duży plus za ograniczenie jednorazowego plastiku do minimum. Na pokładzie Emiratów je się metalowymi sztućcami. Bardzo duży wybór rozrywki pokładowej (seriale, mnóstwo filmów, gierki, a nawet filmy z polskim lektorem).

No i w odróżnieniu od ekipy LOT-u cabin crew w Emirates była bardzo zaangażowana, uśmiechnięta i pomocna.

Teraz minusy. Widzę dwa

Pierwszy to łączna długość lotu – w jedną i drugą stronę podróż trwała grubo ponad dobę.

Lecą do Japonii mieliśmy ponad dziesięć godzin przerwy w Dubaju, w dodatku w nocy. W drodze powrotnej międzylądowanie trwało 5 godzin i to nad ranem, więc nie ruszaliśmy się z terminalu 3 lotniska Dubaj. Ale udało mi się wziąć prysznic (w terminalu 3 prysznice są między gate’ami B13-B19, korzystanie jest bezpłatne, ale trzeba mieć własne kosmetyki i ręcznik), co wielce sobie chwalę.

A drugi minus? Drugi minus to lot (co tu dużo gadać z piekła rodem) linia flydubai z Krakowa do Dubaju. Niestety Emirates nie lata do Krakowa, zastępują go tanie linie flydubai. Ciężko napisać o nich cokolwiek dobrego, prócz to, że dowiozły mnie w jedną i drugą stronę (a w ramach code-share z Emirates flydubai zapewnia posiłek).

atrakcje w Tokio: teamLab Borderless

W tym wpisie pisałam też o miejscówkach, w których nocowaliśmy w Japonii, ale po drugiej podróży temat tak się rozrósł, że wyekspediowałam go do osobnego wpisu Noclegi w Japonii: jak szukać by na spanie nie wydać fortuny (+ sprawdzone hotele!).

W 2023 roku lot do Japonii to już nie bułka z masłem

Nie żeby wcześniej była, ale od naszej ostatniej wizyty w 2019 roku trochę się zmieniło:

  • Po pierwsze ceny biletów lotniczych do Japonii poszybowały w górę. Tak dwa razy.
  • Po drugie teraz do Japonii leci się dłużej: 12 godzin, a wraca 14. Nie ma zmiłuj.

We wrześniu 2023 roku trasę do Japonii pokonaliśmy następującą kombinacją połączeń:

  • Kraków –> Frankfurt –> Tokio Haneda (Lufthansa)
  • Tokio Narita –> Wiedeń –> Kraków (Austrian)

Bilety znaleźliśmy tutaj. Kosztowały 9 tysięcy złotych i była to wówczas standardowa cena. Ważne – obie linie w cenie biletu oferują, prócz bagażu podręcznego, także 2×23 kilogramy bagażu nadanego na osobę. Chociaż tyle.

Właściwie w obie strony mieliśmy lecieć austriackimi liniami przez Wiedeń, ale na dzień dobry, nim w ogóle wystartowaliśmy z Balic, zepsuł się samolot. Kolejnym połączeniem do Wiednia nie zdążylibyśmy na przesiadkę. Szczęście w nieszczęściu: Austrian jest częścią grupy Lufthansa, udało się więc szybko przebukować bilety na nieco późniejsze połączenie przez Frankfurt.

W ten sposób trasę do Japonii pokonaliśmy wysłużonym Boeingiem 747 (Jumbo Jeta) Lufthansy, o którym nie mogę napisać zbyt wiele dobrego. No nie był to wygodny samolot, a rozrywka pokładowa działała źle (już przeglądanie oferty wymagało wiele cierpliwości). Ale Lufa dobrze karmiła (plus za metalowe sztućce), rozmiary porcji są OK, a przez cały lot można było dokarmiać się kanapkami i przekąskami. Rozdawano też półlitrowe butelki wody.

Wracaliśmy już bez przebojów Austrianem i Boeingiem 777 – nowszym i znacznie wygodniejszym. Austrian także oferuje dwa ciepłe posiłki podczas lotu, ale porcje (zwłaszcza drugiego) są małe. Z drugiej strony – przez cały lot serwowane były napoje i przekąski. Serio, serwis przechodził przez kabinę średnio co dwie godziny. Dla mnie dużym plusem było, że w systemie rozrywki pokładowej znalazły się także koncerty i opery z austriackich muzycznych festiwali.

Acha, na obu lotach załoga była super miła, uśmiechnięta i pomocna.

W 2025 roku w końcu poleciałam japońskimi liniami lotniczymi

Konkretnie ANA. Lot do Tokio z przesiadką w Monachium. O japońskich liniach krążą bardzo dobre opinie i… nie są na wyrost. Zwłaszcza pod względem ilości miejsca na nogi w klasie ekonomicznej.

Prócz tego: dobre jedzenie, spore porcje, wygodny samolot (Dreamliner, ale wygodniejszy niż te w konfiguracji LOT-u), niezwykle uprzejma i pomocna obsługa pokładowa. Rejs jest koszmarnie długi, ale właściwie nie wiem kiedy minął?

W 2026 roku leciałam liniami Etihad

Same linie – wygodę samolotu, jedzenie i zaangażowanie obsługi oceniam podobnie jak podczas podróży LOT-em dziewięć lat wcześniej. Czyli bez szału. Jednak po liniach lotniczych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich oczekiwałabym więcej.

Jedzenie jest przeciętne w smaku, porcje skromne, w dodatku na tym potwornie długim i nudnym locie (10/12 godzin Abu Zabi – Tokio) nie serwowane są żadne dodatkowe przekąski i napoje. Catering jest ograniczony do minimum.

Leciałam Dreamlinerem i ma on konfigurację podobną jak LOT-owskie: ciasno, mało miejsca na nogi. Wybór rozrywki pokładowej przyzwoity. W cenie 25 kilogramów bagażu nadanego.

A na domiar wszystkiego w czasie pobytu w Japonii wybuch kryzys bliskowschodni i Etihad dwukrotnie odwołał lot nie zapewniając żadnego wsparcia.

ANA póki co wygrywa w moim małym rankingu linii lotniczych

Z którymi podróżowałam do Japonii. Jeśli macie wybór i możliwość lecenie japońskimi liniami, to polecam. Klasa sama w sobie. Najsłabiej wypada LOT i Etihad. Różnice w pozostałych przypadkach są kosmetyczne.

Czytaj również inne posty z podróży do Japonii:

➔ Co trzeba zobaczyć w Tokio część 1 | część 2
➔ Makaki japońskie kąpią się w gorących źródłach | Jigokudani Snow Monkey Park
8 trików jak tanio zorganizować wyjazd do Japonii
➔ Jak zorganizować wyjazd do Japonii | Transport w Tokio i Japan Rail Pass
➔ Jak zorganizować wyjazd do Japonii | pieniądze, internet, przydasie
Kioto w pigułce dla zabieganych
➔ Japonia: lista lektur | Co przeczytać przed podróżą do Japonii?
6 największych zaskoczeń w Japonii


* Niektóre linki w tekście są afiliacyjne. Ale nie polecam tutaj niczego, co mi się nie podoba!

Dzięki, że czytasz do końca! Przydało się? Udostępnij znajomym! 

Postaw mi wirtualną kawę. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
Zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.


Loading
Sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!