Wspólny mianownik zwiedzania: produkcja, choć niekoniecznie na skalę przemysłową. Oraz przyroda. Woda i dużo zieleni!

Powodów, by przyjechać do Bydgoszczy jest sporo (ja znalazłam dwanaście i nie jest to moje ostanie słowo!), a leniuchowanie na wyspie Młyńskiej, murale, czernina i selfie z południkiem, to tylko kilka pierwszych z brzegu.

Pora na konkrety. Zabieram Miłych Państwa na zwiedzanie trzech – nie bójmy się tego słowa – epickich atrakcji Bydgoszczy. OK, jedna z atrakcji jest kawałek za Bydgoszczą, ale miejsce jest tak piękne, że grzechem byłoby przemilczeć jego istnienie. Brzmi to cokolwiek enigmatycznie, ale zaraz wszystko się wyjaśni.

Zacznę od atrakcji, której zwiedzanie sama sobie zażyczyłam, ale być w Bydgoszczy i nie zajrzeć do Exploseum rzecz niepodobna. Kolejne miejsce to była niespodzianka spoza planu – ale proszę o więcej takich, zaraz się przekonacie dlaczego. Trzecia atrakcja – przemysłowy ukryty skarb nad Brdą – zrobiła mi wyjazd do Bydgoszczy.

W tym wpisie (z pogranicza turystyki przyrodniczej i industrialnej) poznasz moje wrażenia ze zwiedzania:

  • Exploseum
  • Winnicy przy Talerzyku koło Bydgoszczy (technicznie powiat świecki)
  • Oraz, hm, fabryki Sklejki

➙ CZYTAJ RÓWNIEŻ: Skręć w drogę bez nazwy: odkrywamy ziemię lubawską!

Exploseum: coś tu musi wylecieć w powietrze

Fun facts (z gatunku niezbyt zabawnych): co trzeci niemiecki pocisk, który w czasie drugiej wojny światowej spadł na froncie wschodnim wyprodukowano w Bydgoszczy. W DAG Fabrik Bromberg – drugiej największej fabryce materiałów wybuchowych w hitlerowskich Niemczech. Fabryce schowanej (żeby nie napisać zagubionej) w leśnej kniei.

Zresztą po dziś dzień do Exploseum jedzie się jak do pilnie strzeżonego sekretu, a jedyny dojazd to wąska drożyna, dla zmyłki klucząca przez las. Dla lepszego kamuflażu kompleks miał być jeszcze od góry przykryty piaskiem i trawą, co tylko częściowo udało się Niemcom wprowadzić w życie. Choć do dziś gros budynków w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym ma łąki na dachu.

Przy czym Exploseum to tylko ułamek dawnej fabryki materiałów wybuchowych. Zwiedza się jeden z bliźniaczych oddziałów produkcji nitrogliceryny. Ten, który nie wyleciał w powietrze. Szczęśliwie od czasów szabru Rosjan nie zaszły w nim żadne wielkie zmiany (no może trochę podretuszowano ściany), bo powojenny gospodarz tych terenów – Zachem – akurat w tej części DAG Fabrik nic nigdy nie produkował. Co czyni z Exploseum doskonale zachowany przykład architektury III Rzeszy (o innych jej przykładach pisałam tutaj).

Exploseum Bydgoszcz
Exploseum Bydgoszcz

Exploseum Bydgoszcz

W Krakowie jest stópka św. Jadwigi, a w Exploseum stópka jakiegoś Hansa czy innego Uwe

Exploseum zwiedzać można samodzielnie lub z przewodnikiem

Bardzo polecam tę drugą opcję (zwłaszcza, że kosztuje niewiele więcej) i pana przodownika – partyzanta, no bo właśnie, przewodnicy wcielają się w różne role. Tak czy owak, na zwiedzanie Exploseum zarezerwujcie sobie przynajmniej dwie godziny.

W środku – prócz upiornymi korytarzami i pustych pomieszczeń przypominających bunkry – poznacie historię fabryki i jej (często przymusowych) pracowników, a także dzieje wojen i broni w ogóle. A w bonusie dowiecie się co z D.A.G. Fabrik wspólnego miał Alfred Nobel (i wcale nie dynamit!).

Exploseum Bydgoszcz

Exploseum jest oddziałem Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, częścią świetnego Szlaku Wody, Przemysłu i Rzemiosła TeH2O oraz jako jeden z nielicznych zabytków techniki w Polsce leży na ultra prestiżowym Europejskim Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego ERIH. Na blogu opisałam dwa inne miejsca z tego szlaku: Muzeum Deutche Bahn w Norymberdze oraz szkocką wioskę tkaczy w New Lanark.

PS Fani architektury zajrzyjcie też na ulicę Świetlicową. Znajdziecie tam coś miedzy Nikiszowcem, Giszowcem, a Podkową Leśną – osiedle pracowników D.A.G.

DAG Fabrik Bydgoszcz. Osiedle

To będzie historia trochę jak z książek Petera Mayle’a i Frances Mayes, a takie lubimy najbardziej

O ludziach, którzy rzucili miasto, wyprowadzili się na wieś i otworzyli winnicę. A wszystko to dzieje się nie w Prowansji czy innej Toskanii, a rzut beretem od Bydgoszczy.

Ale najpierw wspinamy się na pagórek ze ściętym czubkiem – średniowieczne grodzisko Talerzyk, któremu winnica zawdzięcza nazwę. Faktycznie, płaskie toto jak talerz, choć jeśli przyjrzeć się grodzisku z góry (np. korzystając z widoku satelitarnego w google maps) kształtem bardziej przypomina, bo ja wiem, bukłak?

Przypadek?

Grodzisko Talerzyk. Topolin. Dolina Dolnej Wisły Grodzisko Talerzyk. Topolin. Dolina Dolnej Wisły

Winnica przy Talerzyku jest kawałek dalej (choć nie podjeżdżajcie od strony grodziska! cywilizowany dojazd jest po przeciwnej stronie pagórka!). Jej założyciele – państwo Janasińscy – mogliby napisać rozprawę o nieodwracalnych skutkach oglądania telewizji. Nosiłaby tytuł:

Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić. Winnica przy Talerzyku

W prologu byłoby o tym, że nie trzeba odziedziczyć domu w Prowansji, by zacząć przygodę z winiarstwem (tu ukłon w stronę „Dobrego roku” Peter Mayle’a) i że w Polsce też da się robić naprawdę zacne wino.

Potem byłoby coś o niedzielnych wieczorach przed telewizorem w poprzednim – miejskim – życiu i o „Domu nad rozlewiskiem”. Tyle że Janasińscy nie poprzestali na tęsknych westchnieniach o domu w głuszy, tylko po prostu rzucili wszystko i wyprowadzili się na wieś. Do malutkiego Topolna i wiekowej chałupy na wysokim brzegu Wisły.

Winnica przy Talerzyku

Ponoć to była miłość od pierwszego spojrzenia. Wcale mnie to nie dziwi, bo Winnica przy Talerzyku leży w miejscu wielkiej urody. Na wzniesieniu, zewsząd otoczona zielonym, z niemalże panoramicznymi widokami na Dolinę Dolnej Wisły i wieżami słodkiego Chełmna hen, w oddali.

(w każdym razie z punktu obserwacyjnego na Talerzyku aż takich widoków nie ma, sorry)

Później wiele razy głośno mieli sobie wypominać, że po co im te winogrona. A po cichu liczyli, że przyjdzie ostry mróz i winnicę trafi szlag. Bo pracy wiele, a efekty żadne. I tak w kółko przez pięć lat.

(zapamiętajcie te słowa: winiarstwo to sport dla długodystansowców obdarzonych benedyktyńską cierpliwością)

Winnica przy Talerzyku

Ale zimy były łagodne. Winnicy szlag nie trafił. Szóstego lata pierwsze winogrona trafiły do beczek, a efekt… Efekt przerósł oczekiwania.

I tak: różowe wino smakuje truskawkami, czerwone – śliwkami, w dodatku wędzonymi. A delikatna Bianca to jedno z najlepszych białych win jakie piłam. O ironio, bo mówię o winach produkowanych w Polsce, w prostej linii 30 kilometrów od Bydgoszczy.

Winnica przy Talerzyku Topolno
Winnica przy Talerzyku

Wino – winem, ale Winnicę przy Talerzyku można też zwiedzać!

Nazwa winnicy niejednego głodnego już wyprowadziła na manowce. Nie, przy Talerzyku nie serwują obiadów (trochę szkoda, przyznaję), ale zwiedzanie winnicy jest możliwe. By podumać na ławeczce z bajecznymi widokami na Wisłę, zajrzeć do piwniczki na wino, dowiedzieć się to i owo o winiarstwie oraz o dobrej pleśni, która przyjechała pocztą z Węgier, trzeba się z wyprzedzeniem zaanonsować.

A jeśli będziecie w okolicy, to koniecznie zajedźcie też do osiemnastowiecznej chaty Menonickiej w Chrystkowie.

Winnica przy Talerzyku Winnica przy Talerzyku

Popłyniemy houseboatem zwiedzać Sklejkę

A ja nie drążyłam tematu, ufna jak dziecko, że na marne by mnie do tej Sklejki nie ciągnęli. Nie dopytywałam też co to ten houseboat, bo czy ja się znam na śródlądowej żegludze? No nie.

Wielkie więc było me zdziwienie, gdy houseboat okazał się dosłownie pływającym domem, z wygodami pokroju woda w kranie, sofa i świeżo parzona kawa w porcelanie, na pokładzie. Słowem zero prowizorki, żadnego kempingu. O tym że podstawowym budulcem housboatów jest sklejka i że Bydgoszcz to ich matecznik dowiem się później. Na razie walczę z natrętną myślą, że komuś omyłkowo wbiłam się do domu. Ale nie, dom zaraz po moim zaokrętowaniu odbił od Przystani Bydgoszcz i popłynęliśmy przed siebie, pod siedmioma mostami (policzyłam!).

Houseboat na Brdzie. BydgoszczBrda Bydgoszcz

Bydgoszcz to zielone miasto! W mgnieniu oka przyroda wyparła zabudowania. Po drodze mijamy żerowiska bobrów i stado kóz, które skolonizowało dawne ogródki działkowe (mieszkają w domkach z dykty, nie żartuję!).

Brda BydgoszczSklejka Bydgoszcz

A potem dopływamy do Sklejki i zaczyna się zabawa

To było jak grać w platformówkę, tylko że sobą i w realu. Przydała się zręczność (nadal nie wierzę, że deski mogą być tak śliskie). Refleks pomógł uniknąć pułapek (randomowe spryskiwanie lodowatą wodą). A zamiast skakania po poziomach – skakanie po pomostach. Pomostach z gatunku wąskie, bujające się i trzymające kupy raczej na słowo honoru.

Ale to i tak nic przy tym co odjaniepawlają pracownicy Sklejki. Z olimpijskim spokojem i gracją primabaleriny spacerują po pniach pływających sobie w Brdzie. A drewna pod Sklejką odmacza sporo. Im dłużej, tym lepiej (a mogłoby i sto lat).

Sklejka Bydgoszcz Sklejka Bydgoszcz

Produkcja sklejki w bardzo dużym skrócie

Namoczone drewno jest skórowane, przycinane, a potem cięte na cieniutkie arkusiki, które z kolei są klejone. Brzmi jak banał, ale to wieloetapowy i skomplikowany proces. Bodaj najbardziej widowiskowe są pierwsze fazy, gdy odłowione z Brdy polana (z upiornym skrzekiem) wjeżdżają kilkadziesiąt metrów w górę, do fabryki. Po drodze przechodząc różne kosmetyczne zabiegi. A to Pan grabiami odłupuje jakieś wióry, a to wielka temperówka aka strugaczka obiera je do skórki.

Ja – jako całkowita ignorantka w temacie obróbki drewna (do wizyty w bydgoskiej Sklejce nawet nie wiedziałam czym sklejka różni się np. od płyty pilśniowej) – podeszłam do tematu zmysłami. Zaskakujące na ile sposobów może pachnieć drewno w zależności czy wcześniej moczyło się w rzece (gatunki iglaste), czy było spryskiwane lub gotowane (te z liśćmi). Zapach najbardziej zaskakujący? Ogórki kiszone.

Sklejka Bydgoszcz Sklejka Bydgoszcz

Albo taka machina, co rolkę drewna tnie na arkusze. Dźwięk, który przy tym wydaje to dubstep jak bum cyk cyk. A propos dźwięków, wielkie wrażenie zrobiły na mnie Panie, którym wystarczyły dwa uderzenia pałeczką w płytę, by na ucho poznać czy sklejka nie ma wad i uszczerbków. I one te misteria odprawiały w samym środku fabrycznej wrzawy.

I to jest moment, w którym Wy chcecie wiedzieć jak można zwiedzić Sklejkę w Bydgoszczy?

A ja (nie bez żalu) wyznaję, że sprawa jest dość beznadziejna i z marszu Sklejki zwiedzić się nie da.

(miny rzedną, a w tle słychać jęk zawodu).

Ale uszy do góry, bo ptaszki ćwierkają, że w niedalekiej przyszłości to się może zmienić! Sklejka od czasu do czasu będzie otwierać się dla zwiedzających. Co istotne: od strony wody!

(zwiedzanie zaczynane od magazynów na Fordońskiej obcięłoby co najmniej połowę efektu WOW).

Sklejka Bydgoszcz

Szczegółów wyglądajcie na stronie ByLOT, który – przypomnę – sprowadził mnie do Sklejki, Exploseum, winnicy przy Talerzyku i do Bydgoszczy w ogóle. Merci! Moja wizyta realizowana była w ramach projektu “Jedźcie z blogiem. Dobre relacje promują Konstelacje”, który współfinansowany był ze środków Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Sklejka Bydgoszcz


Ciekawy wpis, to puść go dalej! 
Po więcej pomysłów na zwiedzanie zajrzyj do spisu treści bloga.
No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Dodaj mnie do Feedly albo polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się na newsletter. Zero spamu, tylko powiadomienia o nowych artykułach! 

A teraz sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!

Komentarze