Od architektury i przyrody po sztukę i krajoznawstwo. Iza i Marcin dla mojej rodzinnej Ziemi Lubawskiej robią niebywałe rzeczy!
Prowadzona przez nich Fundacja Wybudowania odkrywa, dokumentuje i ożywia lokalną historię. Organizuje festiwal sztuki Nowe Ciepło, rowerowe wycieczki krajoznawcze, porządkuje zapomniane cmentarze, prowadzi badania i archiwizację dziedzictwa Ziemi Lubawskiej – wymieniając tylko niektóre obszary działań.
Ale Izie i Marcinowi Zalewskim wciąż był mało. I tak Fundacja Wybudowania rozrosła się o własne wybudowanie. Dosłownie. W Lipowcu koło Kurzętnika (wsi, która reklamuje się hasłem „niedoszły Grunwald” i nie jest to pusty slogan) postawili dom wakacyjny, w którym będą gościć artystów, badaczy, ale także letników.
Na ich zaproszenie przetestowałam nocleg w domu gościnnym Smugi. Oto co z tego wynikło.
Ziemia Lubawska? Brzmi egzotycznie
Po pierwsze i najważniejsze: nie mylcie jej z lubelską ani lubuską. Kulturowo i geograficznie to zupełnie inny świat. Więc gdzie właściwie jesteśmy?
Administracyjnie to województwo warmińsko-mazurskie, ale już kilometr od Smug zaczyna się kujawsko-pomorskie. I nie radzę nikomu nazywać tego mikroregionu Mazurami, nawet „Zachodnimi”. O Warmii nie wspominając. To błąd z gatunku kardynalnych.
Rozciągnięta między trzema miasteczkami: Nowym Miastem Lubawskim, Lubawą i Lidzbarkiem (dawnej zwanym Welskim dla odróżnienia od Lidzbarka Warmińskiego) Ziemia Lubawska to pogranicze, kraniec, kraina wiecznego pomiędzy. Dzisiaj województwa, historycznie – Pomorza, a w międzywojniu – państwa. Zresztą ślady granicy między II RP a Prusami wciąż są do wyłapania w terenie.
To Polska powiatowo-niewielkomiejska z wszystkimi przywarami i profitami takiego stanu rzeczy. Nic spektakularnego, żadnych pretendentów do listy UNESCO, brak cudów na kiju i tych wywalających z kapci też.
I bardzo dobrze.
Tu się nie umiera z zachwytu. Tu się przez duże „o” odpoczywa.
Największą siłą, walorem i magnesem Ziemi Lubawskiej jest krajobraz
Polodowcowo rozfalowany, lesisto-rzeczny, polno-pojezierny. Wszystko to, jak na talerzu, macie podane w Smugach. Dostępne od ręki, w zasięgu spaceru. Ewentualnie niedalekiej przejażdżki rowerem.
Smugi nie są tym, czym się wydają
Jednym ze sztandarowych działań Fundacji Wybudowania jest badanie i dokumentowanie architektury Ziemi Lubawskiej. Ich własny dom, stojący po drugiej stronie podwórka, to cudowny przykład, że w budownictwie da się pożenić nowoczesność z lokalnym dziedzictwem.
Gospodarze wykorzystali porozbiórkową czerwoną cegłę, ceramiczne dachówki oraz kamienie przywleczone przez lodowiec ze Skandynawii tysiące lat temu. Marcin własnoręcznie je porąbał (podobno można się przy tym i wyżyć i zrelaksować), a następnie ułożył w elegancki murek.
Podobnie rzecz się ma ze Smugami. Wnętrze domu wakacyjnego jest przytulne i minimalistyczne, częściowo urządzone mebelkami vintage. Parter zajmuje salonik z kuchnią oraz wyjściem na taras, stołem, rozkładaną sofą oraz żelaznym piecykiem, przy którym miło ogrzać stopy i dłonie w chłodny dzień (ale konwencjonalne ogrzewanie też jest na stanie). Na piętrze dwie sypialnie, dwie łazienki oraz zadaszony balkon z hamakiem.
Gospodarze pomyśleli o wszystkim: zmywarce (i tabletkach do niej), moskitierach, szybkim WiFi, biblioteczce z ciekawym wyborem lektur, zapasie dobrej kawy i sprzęcie do jej parzenia.
I te ocalone przed wysypiskiem detale: ręcznie malowany szyld nieistniejącego sklepu w Lipowcu (klik tutaj, by zobaczyć, jak wyglądał w oryginalnej lokalizacji) oraz tabliczka z przystanku autobusowego Kaługa.
A nazwa? To też kwintesencja lokalnego! Na Ziemi Lubawskiej smugami nazywa się obniżenia terenu między polodowcowymi pagórkami. Jedną taką smugę wypatrzyłam minutę spaceru z domu gościnnego.
Rowerowa autostrada powiatowa
Obok Smug przebiega warmińsko-mazurski odcinek Szlaku Św. Jakuba, ale ja do Lipowca zajechałam na dwóch kółkach. Warto, bo pod sam dom wakacyjny doprowadza gładka jak stół, szeroka i całkowicie odseparowana od ruchu samochodowego droga rowerowa.
Mówię na nią autostrada powiatowa, bo przecina powiat nowomiejski z północy na południe. Od granicy do granicy. Od Radomna do Kaługi. Ponad dwadzieścia kilometrów przez lasy, łąki i pola Ziemi Lubawskiej. Do kwietnia 2000 roku kursowały tędy pociągi z Iławy do Brodnicy przez Nowe Miasto, ale kilkanaście lat temu linię rozebrano do gołej ziemi. Brak kolei to niepowetowana strata dla Ziemi Lubawskiej, ale taki wygodny szlak rowerowy śladem dawnej kolei to niezgorsza nagroda pocieszenia.
I teraz coś wam zdradzę (czego może będę żałować, ale mam miękkie serce i lubię się dzielić tym, co dobre): prócz lokalsów nikt nie wie o istnieniu tego szlaku rowerowego. Z niezrozumiałych powodów powiat nowomiejski nie krzyczy głośno o tym walorze, jakby zbywało mu na atrakcjach dla turystów (a nie zbywa). Także dla warmińsko-mazurskiej organizacji turystycznej województwo kończy się na Iławie, a Ziemia Lubawska w jej materiałach widywana jest równie często jak kwiat paproci w lasach.
Ale może to się zmieni, bo ptaszki ćwierkają, że autostrada wkrótce stanie się międzypowiatowa. Iława przymierza się do dociągnięcia brakujących kilometrów, więc dojazd do Smug będzie wyglądał tak: z rowerem do pociągu, w Iławie Głównej z pociągu na rower, godzina z haczykiem pedałowania i jesteś na miejscu. Teraz też tak można, ale na pierwszych kilometrach od Iławy do Radomna jest się skazanym na dość ruchliwą drogę dziurawą jak po nalocie.
Wakacje a’la radość z odpuszczania
Dalej kolej prowadziła do Brodnicy, ale za Kaługą asfalt się urywa i trzeba się zadowolić drogami gruntowymi i gminnymi. Ale nie szkodzi, ruch jest tu homeopatyczny, a okolica cudna: gęste lasy pocięte siecią szutrowych dróg, jeziora Pojezierza Brodnickiego, morenowe pagórki, lotne piachy i zagubione pomiędzy wioski o wdzięcznych nazwach Czyste Błota i Ryte Błota, Kąciki albo Szramowo.
Urok Brodnickiego Parku Krajobrazowego (60 jezior w granicach!) opiera się jeszcze na jednym: mało kto wie o jego istnieniu. To słodki sekret miejscowych. W porównaniu z Małopolską, tymi prawdziwym Mazurami czy innymi popularnymi miejscówkami jego atrakcyjność może wydawać się skromna, ale dzięki temu nie jest oblężony przez turystów. Wciąż jest tu spokojnie i nie tłoczono. Za cenę niebrania udziału w projekcie marketingowym pt. „wakacje z Instagrama” można odpocząć, wyciszyć się, pobyć w naturze.
Czym wypełnić sobie czas wakacjując się w Smugach?
W gościnie w Smugach spędziłam dwie noce. Pierwszego popołudnia wybrałam się na spacer nad Drwęcę. Dojście nad rzekę przez las i łąkę zajęło mi jakiś kwadrans i to tylko dlatego, że szłam bardzo wolno. Przed nosem przebiegła mi sarna, w oddali pokrzykiwały bażanty.
Drwęca na całych swych 207 kilometrach jest rezerwatem przyrody. Ma nieuregulowane dzikie brzegi zamieszkane przez bobry. Ci samozwańczy melioranci sprawiają, że kajakowanie po i bez tego wartkiej rzece, staje się jeszcze bardziej ekscytujące. Zresztą Iza i Marcin mają kilka własnych kajaków, więc organizacja spływu po Drwęcy to betka.
Smugi stoją na granicy lasu. Podwórko płynnie przechodzi w las niemalże stumilowy. Dlatego kolejnego dnia po śniadaniu Marcin kazał mi założyć długie spodnie i zabrał mnie w krzaki, na spacer przyrodniczo-dendrologiczny, oferowany także letnikom. Eksplorowaliśmy brzezinę bagienną, w której dzikie zwierzęta zażywają błotnych kąpieli. Obserwowaliśmy gniazdo kani. Spacerowaliśmy wzdłuż leśnej strugi wywijającej harce w leśnym parowie.
Po południu wsiadłam na rower i ruszyłam na poszukiwania pomników przyrody, co zakończyło się tylko częściowym sukcesem. Z trzech, których współrzędne podrzucili mi gospodarze Smug, znalazłam tylko jeden. Ale za to patrzcie jaki: ponad dwumetrowy głaz narzutowy.
Znalazł się też czas na leniuchowanie z kawką, drzemkę, czytanie książek, szparagi na podwieczorek i pyszny obiad (po składniki do najbliższego spożywczego jechałam 12 minut na rowerze). Ostatniego dnia w ogóle nie miałam ochoty wracać do obowiązków.
Trzy dni w Smugach minęły nie wiadomo kiedy
I bez trudu mogłabym zaprojektować sobie kolejny tydzień, a nawet dwa. Ze spacerami, rowerem, zaglądaniem pod kamienie, czytaniem na tarasie, chodzeniem na grzyby i kąpaniem się codziennie w innym jeziorze. Bo czemu nie. Zimą tu też się nie próżnuje. Wiecie, że Kurzętniku jest jeden z nielicznych w północnej Polsce profesjonalnych stoków narciarskich? Jak nie wierzycie, to wpiszcie sobie w wyszukiwarkę “Kurza Góra”.
Dom Gościnny Smugi
Nowomiejska 38, Lipowiec k. Kurzętnika
woj. warmińsko-mazurskie
www.facebook.com/smugidomgoscinny
Nocleg w domu gościnnym Smugi zarezerwujesz tutaj.
PS Sprawdźcie także moje inne artykuły o Ziemi Lubawskiej i okolicy. Bierzcie i inspirujcie się dowoli:
Skręć w drogę bez nazwy: Odkrywamy Ziemię Lubawską – przewodnik po osobliwościach przyrodniczych i ciekawostkach krajoznawczych, a w bonusie fantastyczne muzeum w Łąkorzu!
Dookoła Kurzętnika, czyli turystyka przydomowa w czasach zarazy – zapis wycieczki rowerowej doliną Drwęcy. Przejeżdżałam wówczas także przez Lipowiec, a w tekście opisuje pewną osobliwość inżynierii technicznej, która jest kilka minut spacerem od Smug.
Nowe Miasto Lubawskie – średniowieczne miasteczko w duchu slow – opowieść o moim rodzinnym mieście, które nowe jest tylko z nazwy, ma kino w kościele i urocze muzeum z bezcennym eksponatem.
Brodnica – zamek, którego nie ma, trójkątny rynek i piramida – tak, tak, to wszystko znajdziecie w Brodnicy (+ parę innych rzeczy).
Pojezierze Iławskie dla szczurów lądowych: roadtrip dookoła Jezioraka – a po drodze dwa pałace, zamek, wieża widokowa, sześć jezior, pruskie ślady, powieść mocno erotyczna, romans stulecia, dwa filmy, kochliwy pisarz, Napoleon i pewien hollywoodzki aktor.
Dom gościnny Smugi w Lipowcu przetestowałam na zaproszenie Fundacji Wybudowania.
* Niektóre linki w tekście są afiliacyjne. Ale nie polecam tutaj niczego, co mi się nie podoba!
Dzięki, że czytasz do końca! Przydało się? Udostępnij znajomym!
Postaw mi wirtualną kawę. Da mi to poczucie, że to, co robię, ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
Zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.
DZIĘKUJĘ!
Podobne artykuły
Cześć!
Nazywam się Zofia Jurczak, a to moja strona poświęcona podróżom
Jestem kulturoznawczynią (UJ), stypendystką Miasta Krakowa. Moje koniki to Kraków (napisałam o nim dwie książki), muzea, miasteczka, dziedzictwo kulturowe i historyczne. Kocham Japonię, uwielbiam wyspy. W podróży napędza mnie ciekawość. Na stronie piszę o tym, co mnie kręci.
Więcej



























