Nie jedźcie do Inowrocławia. Nie warto. Jeszcze się wam spodoba i będziecie chcieli wracać.

Nie jadąc do Inowrocławia oszczędzicie sobie przykrości spacerów po uzdrowiskowym mieście, z jakimiś starymi budynkami, mozaikami i muzeum, w którym nie ma tłumów. Przecież to nudne!

By nie uprawiać gołosłowia przedstawiam dowody: listę nieatrakcyjnych atrakcji Inowrocławia.

Muzeum im. Jana Kasprowicza, do którego nie warto zachodzić

Strata czasu i pieniędzy. Za te 15 złotych, które każą sobie płacić za bilet, lepiej kupić sobie lody i pogapić się w telefon. A nie narażać się na kontakt z młodopolską sztuką i wnętrzami mieszczańskiej kamienicy z końca dziewiętnastego wieku.

Muzeum im. Jana Kasprowicza Inowrocław

Kadrów rodem z instagrama próżno tu szukać. Materiałów na rolki również. Zamiast tego będzie trzeba oglądać jakieś obrazy Stanisława Wyspiańskiego („Portret Józia Feldmana”) i Olgi Boznańskiej, Leona Wyczółkowskiego czy Józefa Mehoffera.

Muzeum im. Jana Kasprowicza Stanisław Wyspiański

Albo gołego chłopa z wąsem narysowanego przez Artura Grottgera. No fuj! Jeszcze nie daj bóg, zobaczą to nieletni i nastąpi moralna deprawacja.

portret mężczyzny Artur Grottger

Kogo obchodzą jakieś „Złote przędze” jakiegoś Edwarda Okunia? Kim w ogóle był Edward Okuń?

Złota przędza, Edward Okuń

Znowu ten Feliks Jasieński. Jego orlonosa gęba dogoni człowieka nawet w Inowrocławiu. Jakby mało jej było w krakowskim Muzeum Narodowym i Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

Kazimierz Sichulski, karykatura Feliksa Jasieńskiego Manggha

Muzeum im. Jana Kasprowicza serio? Halo, przecież to Inowrocław, a nie Warszawa — kto tu się będzie ekscytował biurkiem, kolekcją sztuki i garścią osobistych drobiazgów Stanisława Szenica, autora kultowego „Pitavalu warszawskiego” i innych varsavianów?

Muzeum im. Jana Kasprowicza Inowrocław gabinet Stanisława Szenica

A abstrahując od zbiorów – widzieliście takie bilety? Czy my wciąż żyjemy w 1987 roku?

Muzeum im. Jana Kasprowicza Inowrocław

Jan Kasprowicz i Stanisław Przybyszewski jako lokalni bohaterowie Inowrocławia, o których i tak nikt nie pamięta

Muzeum ma też dwie salki poświęcone przebrzmiałym literackim sławom, których dowcipny los splótł ze sobą i Inowrocławiem, chociaż nikt poza studentami polonistyki i jakimiś ultrasami ich twórczości z Inowrocławiem nie kojarzą.

Jan Kasprowicz został nawet patronem muzeum, co jest zupełnie zrozumiałe. Nie był aż takim ochlajem, mitomanem, skandalistą i cynicznym łowcą serc jak jego kolega z dzieciństwa Stanisław Przybyszewski.

Muzeum im. Jana Kasprowicza Inowrocław

Ironia losu polega na tym, że ojciec Stacha był nauczycielem Jana, a gdy panowie dorośli, ustatkowali się i porobili kariery, Stach odbił Janowi żonę (w tym samym czasie będąc ojcem gromadki ślubnych i nieślubnych dzieciątek oraz mężem Dagny de domo Juel). Zamiana mężów Jadwidze Kasprowiczowej na zdrowie nie wyszła. Stachowi też długo odbijała się czkawką. Koniec końców największy przegrany Jan okazał się wygranym, układając sobie życie u boku Marusi (o tutaj pisałam o ich norce na Harendzie).

Ale kogo to interesuje? Może gdyby Netflix zrobił o tym serial…

A że nie zrobił, to zamiast odcinków na ekranie w domu, ogląda się w muzeum w Inowrocławiu fortepian Stacha, na którym nie można nic zagrać. Albo sekretarzyk Jadwigi, na którym nie wolno napisać listu. A w gablotach jakieś kurze, bazgroły na pożółkłych papierkach, które okazują się telegramem Przybyszewskiego do Jadwigi zawiadamiającym o śmierci Dagny. „Kochana najsłodsza, pani Dagny odebrała sobie życie razem z Emerykiem…” i tak dalej. Stach musiał mieć dwóję z kaligrafii.

Muzeum im. Jana Kasprowicza Inowrocław portret Stanisława Przybyszewskiego

budynek, w którym mieszkał Stanisław Przybyszewski w Inowrocławiu

Inowrocław to miasto nudy uzdrowiskowe

Jeszcze nie śpicie? To teraz już na pewno zaśniecie. Inowrocław to miasto uzdrowiskowe z całym dobrodziejstwem inwentarza. No wiecie: kuracjusze snujący się bez sensu po alejkach, dywany kwiatowe zamiast parkingów.

Ogromny park ze stawami i rzeźbami – takie marnotrawienie powierzchni użytkowej! W Inowrocławiu musi się przelewać, skoro 90 hektarów atrakcyjnego terenu w centrum miasta nie rozparcelowano pod zabudowę wielorodzinną, żabki, paczkomaty i parkingi.

(przed oczami duszy mojej już widzę te nawoływania deweloperów: zamieszkaj w sercu parku zdrojowego!).

Park Zdrojowy w Inowrocławiu

Park Zdrojowy w Inowrocławiu - kwietny dywan

Park Zdrojowy w Inowrocławiu teżnia solankowa

Zamiast dyskotek – dansingi.

Zamiast spalin – solankowe aerozole w tężni o obwodzie ponad trzystu metrów.

Zamiast matcha baru – pijalnia wód (w żadnym razie nie pijcie Jadwigi zwanej „wodą młodości”, bo jeszcze wam to wyjdzie na zdrowie!).

Zamiast klubowych scen z DJ-ami i całym tym błyszczącym zapleczem – parkowa muszla koncertowa i twarde ławki.

Zamiast wellness z nazwami wymyślonymi przez dział marketingu – zakłady przyrodolecznicze, kąpiele borowinowe i zabiegi, które robią to samo bez górnolotnych opisów.

Mówiłam, że nuda.

Park Zdrojowy w Inowrocławiu

Solankowa – ulica zupełnie niewarta uwagi

Chcąc z Muzeum im. Jana Kasprowicza przedostać się do parku zdrojowego (lub na odwrót) jesteście skazani na spacer ulicą Solankową. To nieuniknione. Ale wskazana jest ostrożność, bo stąpać będziecie, jak głosi obiegowa opinia, po „najpiękniejszej ulicy Inowrocławia”. A takie rewelacje należy przyjmować na chłodno.

Zwłaszcza że na Solankowej nie ma co liczyć na jedność formy i stylu. To ulica pomieszania z architektonicznym poplątaniem. Wiem, co piszę.

Nic tu do siebie nie pasuje, a zabudowa ulicy to katalog neo: gotyków, klasycyzmów, baroków i neo-co-tam-chcecie. Do tego międzywojenny modernizm. Bo czemu nie. Solankowa uniesie także wille puszczające oko do stylu okrętowego, na który – ojej! – okazuje się, że Gdynia nie ma monopolu.

I nagle robi się trochę niezręcznie, bo Inowrocław wcale nie wygląda jak przeciętna Polska powiatowa. Zapachniało architektoniczną ekstraklasą.

zabudowa ulicy Solankowej w Inowrocławiu zabudowa ulicy Solankowej w Inowrocławiu zabudowa ulicy Solankowej w Inowrocławiu

Mozaiki Mariana Kokoszyńskiego – dziwne, że jeszcze ich nie skuto

W ogóle w tym całym Inowrocławiu co krok człowieka zmusza się do obcowania ze sztuką. Można olać wizytę w Muzeum Kasprowicza, omijać Solankową, a w parku – rzeźby z nagimi gracjami i synalkiem Piasta Kołodzieja z fryzem od garnka.

Ale jak się trafi na kurację do Sanatorium „Oaza”, sztuki już się nie przeoczy. Sorry not sorry. „Oazę” z każdej strony oblepiono kolorowymi kamieniami. Winien temu Marian Kokoszyński – zmarły przed kilku laty inowrocławski artysta plastyk i pedagog.

Elewację od ulicy Świętokrzyskiej Kokoszyński wypełnił „Chwytającym słońce”, a kolejne mozaiki dodał na półpiętrach i w sali jadalnej. Biedni kuracjusze muszą je oglądać kilka razy dziennie. Albo pospadają ze schodów.

chwytajćy słońce mozaika na sanatorium oaza w Inowrocławiu

mozaika Marian Kokoszyński w Inowrocławiu

A najgorsze jest to, że do Inowrocławia dojazd jest zbyt prosty!

Wiele osób z mojej bańki Inowrocław kojarzy tylko z wzorcową obwodnicą. Tak wygodną, że aż szkoda psuć sobie flow i zajeżdżać do miasta. Zresztą – jak już ustaliliśmy – nie ma po co. Jeszcze się komuś spodoba i będzie chciał wracać.

Można też do Inowrocławia zajechać koleją. Nie polecam. Za prosto, za wygodnie, za dużo połączeń do wyboru. Można mieć tylko żal do Prusaków, że z Inowrocławia zrobili potężny węzeł kolejowy, z którego dzisiaj odjeżdżają bezpośrednie pociągi właściwie w każdą stronę Polski.

Jeszcze kilka zdjęć w roli czynnika demotywującego

PS Gdyby ktoś nie zauważył, to pragnę zaznaczyć, że niniejszy artykuł sponsoruje litera I jak Inowrocław oraz ironia.

Inowrocław sgraffito


Dzięki, że czytasz do końca! Przydało się? Udostępnij znajomym! 

Postaw mi wirtualną kawę. Da mi to poczucie, że to, co robię, ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
Zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.


Loading
Sprawdź skrzynkę i kliknij potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!