Najstarsi górale nie pamiętają, kiedy ostatni raz na blogu pisałam o książkach. Pora to zmienić.

W artykule podsumuję to, co najlepsze wydarzyło się w moim czytelniczym życiu w minionych miesiącach. Wybrałam 10 arcyciekawych książek, których lektura przyniosła mi wiele satysfakcji i przyjemności.

À propos przyjemności. Gdy przeglądałam mój kajecik, w którym spisuję przeczytane pozycje, okazało się, że wśród tych kilkudziesięciu tytułów gros stanowią książki, które wspominam z umiarkowanym entuzjazmem. Krótko mówiąc: książki przeciętne.

Na mój stosunek do nich przede wszystkim rzutuje, to jak zostały napisane. Bo coraz mniej mam cierpliwości do książek językowo nieporadnych lub manierycznych. Koronnym przykładem tego, co mam na myśli jest Czuła przewodniczka Natalii de Barbaro – książka ważna i mądra, ale dla mnie niestrawna przez styl w jakim ją napisano. Nie dokończyłam jej, nie dałam rady.

W przedbiegach poległam też na Słonych ścieżkach Raynor Winn – autobiograficznej książki o parze, która przeszła wybrzeże Wielkiej Brytanii. Uwielbiam Dziką drogę (bardziej film z Reese Witherspoon niż książkę Cheryl Strayed), ale powieść  Winn – choć podobna tematycznie – była dla mnie nieczytalna. Nie wiem, czy to autorka ma tak nieporadny styl, czy tłumaczka położyła przekład. Mój egzemplarz był z biblioteki, więc nie przytoczę przykładu zdania, które choć po polsku, nie brzmi jakby po polsku było pisane.

Ale zostawmy to. Przed wami

10 wyjątkowych książek, których lekturę szczególnie polecam.

Kolejność przypadkowa.

książki, które warto przeczytać

Edmund de Waal Zając o bursztynowych oczach

Gdybym miała wskazać najlepszą książkę przeczytaną przeze mnie w ubiegłym roku, to byłby nią właśnie Zając o bursztynowych oczach. Jednym zdaniem to saga rodzinna z domieszką powieści detektywistycznej, a wszystko to pisane z perspektywy historii sztuki.

Motywem książki Edmunda de Waala jest przechodząca z pokolenia na pokolenie kolekcja netsuke – miniaturowych japońskich figurek, które jego stryjeczny prapradziad kupił pod koniec XIX wieku w jednym z paryskich antykwariatów na fali opanowującej ówczesną Europę japonofili. Później z figurkami przenosimy się do cesarsko-królewskiego i przedwojennego Wiednia, po to by skończyć w odbudowującym się po II wojnie światowej Tokio.

Koleje zbioru de Waal traktuje jako pretekst, by zgłębić dzieję swoich przodków – kilku pokoleń arystokratycznej rodziny Ephrussich. Rodziny, co trzeba dodać, żydowskiej. A narastający antysemityzm jest jednym z ważniejszych wątków książki. Wspaniałej. Do powolnego smakowania.

Edmund de Waal, Zając o bursztynowych oczach, tłum. Elżbieta Jasińska, Wydawnictwo Czarne 2018.

Maciej Łubieński Portret rodziny

Maciej Łubieński Portret rodziny z czasów wielkości

Najlepszą rekomendacją książki Macieja Łubieńskiego jest jej podtytuł: O prymasach, milionerach, zakonnicach, bankrutach, pisarkach i innych przodkach. Ale jeśli kogoś to nie przekonuje, to dodam, że autor o swoich protoplastach opowiada w brawurowym stylu.

Nie jest to jednak rodzinna saga w stylu de Waala. Łubieński nie trzyma się kurczowo chronologii, a z tabunu praszczurów wybrał tylko co bardziej oryginalne i zasłużone osobowości. Na przykład prymasa Polski w epoce Wazów, ministra sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego czy pierwszą polską zakonnicę z doktoratem.

Brzmi nudno? Nie dajcie się zwieść pozorom.

Bo Maciej Łubieński mógłby pisać o nich w tonie uwielbienia i nabożnych zachwytów nad dokonaniami. Zamiast tego wybrał ironię, dowcip i dystans. Także wobec siebie samego (tytułuje się „chudopaniczem” i „postpaniczem” z blokowiska, bo w odróżnieniu od ojca, nie posmakował ziemiańskiego życia we dworku; zresztą ten styl życia dany był Tomaszowi Łubieńskiemu tylko we wczesnym dzieciństwie, potem po rodzinie przejechał walec historii i parcelacja majątku).

Dam wam randomową próbkę stylu w jakim napisany jest Portret rodziny z czasów wielkości:

„Ciekawe są te cztery grzechy główne zdemoralizowanego żołnierza. Wymienione chyba w przypadkowej kolejności. Bo nie jest to przecież kierunek moralnego staczania. Nie jest chyba tak, że ktoś, kto zakosztował rozboju, popada w pijaństwo, bramę do kurwiarstwa, które kończy się samosądami”.

Maciej Łubieński, Łubieńscy. Portret rodziny z czasów wielkości, Wydawnictwo W.A.B. 2020.

Katarzyna Bik Najdroższa

Katarzyna Bik Najdroższa. Podwójne życie Damy z gronostajem

Wpierw Najdroższą wypożyczyłam z biblioteki, ale po przeczytaniu kilkunastu stron wiedziałam, że to się nie uda. Muszę mieć swój egzemplarz, do którego będę mogła wracać i zakreślać, co ciekawsze kawałki. W książce Katarzyny Bik jest ich mnóstwo.

Autorka przybliża losy obrazu Dama z gronostajem Leonarda da Vinci z trzech perspektyw. Po pierwsze pisze o Leonardzie i jego twórczości oraz historii sportretowanej tu damy (a jest to historia fascynująca, w skrócie Cecylia Gallerani była kochanką księcia Mediolanu Ludovico Sforzy, którego na obrazie symbolizuje ów gronostaj).

Po drugie – o księżnej Izabelli Czartoryskiej i jej kolekcji narodowych „relikwii”, która ostatecznie zmieniła się w Muzeum Książąt Czartoryskich. Co ciekawe, Dama nie była szczególnie cenionym obiektem.

Długo też nie było wiadomo, kto ów wdzięczny portret namalował, kim była sportretowana dama, ani co to u licha za zwierzę („Zwierzątko trzymane przez młodą osobę trudno opisać. Jeśli to pies, byłby brzydki; jeśli inne jakieś zwierzę, to nie znane mi” – pisała Czartoryska w katalogu Domu Gotyckiego w Puławach).

Wreszcie trzecim wątkiem Najdroższej są dramatyczne losy obrazu w dwudziestym wieku.

Wspaniała książka.

Katarzyna Bik, Najdroższa. Podwójne życie Damy z gronostajem, Wydawnictwo Znak 2019.

Monika Śliwińska Wyspiański. Dopóki starczy życia

Monika Śliwińska Wyspiański. Dopóki starczy życia

A skoro jesteśmy przy wybitnych, to nie mogę nie wspomnieć o napisanej przez Monikę Śliwińską biografii Stanisława Wyspiańskiego.

Nie sięgnęłam po nią z wielkiej miłości do artysty, raczej z poznawczej ciekawości. Pisałam wtedy książkę o Krakowie i im bardziej drążyłam różne tematy, tym częściej wypływało nazwisko Wyspiańskiego. Potrzebowałam usystematyzowania wiadomości na jego temat. Dlatego sięgnęłam po książkę Śliwińskiej. Jednak jej lektura diametralnie zmieniła mój stosunek do artysty.

W sumie to przez książkę Moniki Śliwińskiej zostałam jego fanką. Może nie najbardziej zagorzałą, ale jednak fanką. A znając kontekst powstania dzieł, nonkonformizm Wyspiańskiego i ciągłą szarpaninę o zlecenia, inaczej też patrzę na jego twórczość. Ergo, rzec by można, że Wyspiański. Dopóki starczy życia to książka zmieniająca życie (przynajmniej moje).

Szczególnie poruszyła mnie część opowiadające o ostatnich latach życia artysty. Gdy zdał sobie sprawę, że ani medycyna, ani doroczne wyjazdy do wód już mu nie pomogą. „Zobaczywszy nas, podszedł szybko i począł serdecznie ściskać mego ojca. Nagle rozpłakał się jak dziecko, powtarzając w kółko: Nic mi nie pomaga, nic mi nie pomaga” – wspominał lato 1905 roku w Bad-Hall dawny sąsiad Wyspiańskiego.

Jesienią 1907 roku Wyspiański już nie żył.

Monika Śliwińska, Wyspiański. Dopóki starczy życia, Wydawnictwo Iskry 2017.

Deirdre Mask Adresy. Co mówią nam o tożsamości, statusie i władzy recenzja

Deirdre Mask Adresy. Co mówią nam o tożsamości, statusie i władzy

À propos poznawczej ciekawości, teraz propozycja dla tych, którzy (ujmę to górnolotnie) lubią rozszerzać swoją wiedzę na temat prawideł rządzących ludźmi i światem. Tu akurat mowa o adresach. Wydaje się, że (parafrazując sentencję ks. Benedykta Chmielowskiego) adres, jaki jest, każdy widzi. No właśnie nie do końca, co udowadnia w fascynującej (tak!) książce Deirdre Mask.

Adresy zaczynają się o mocnego uderzenia. Okazuje się, że adresy nie są dobrem powszechnym, a przywilejem. Wiedzieliście, że większość domów na Ziemi ich nie ma? I że problem ten nie dotyczy tylko krajów rozwijających się, ale także USA? Konkretnie Wirginii Zachodniej. Jak nie mając adresu zrobić zakupy online? Albo wezwać do domu pomoc?

Mask w dalszej części książki przybliża historię nadawania adresów. Ich pojawienie się było wypadkową niemocy poczty (która nie radziła sobie z dostarczaniem listów adresowanych np. tak: „Do mojej siostry Jean, w małej uliczce przy Canongate w Edynburgu. Ma drewnianą nogę”) z chęcią kontroli obywateli przez aparat państwowy.

Osobnym wątkiem jest nazewnictwo ulico i przepychanki o ich patronów. Innym jest kwestia czy każdy adres jest tak samo dobry i czy fakt mieszkania na takiej czy innej ulicy nie naraża jej mieszkańców na dyskryminację (tu przychodzi mi do głowy najbardziej wykluczający adres w Warszawie – ul. Dudziarska, wyguglajcie jeśli nie znacie tematu).

Deirdre Mask, Adresy. Co mówią nam o tożsamości, statusie i władzy, tłum. Agnieszka Wilga, Wydawnictwo Znak 2022.

Michael Crummey Dostatek

Michael Crummey Dostatek

Jedyna powieść w tym towarzystwie, ale za to jaka! Gdyby Gabriel García Márquez mieszkał na Nowej Fundlandii, to zamiast Stu lat samotności napisałby Dostatek.

W 2015 roku do przeczytania Dostatku osobiście namawiał mnie jej tłumacz i wydawca: Michał Alenowicz. Jednak nie dałam się namówić na realizm magiczny z Nowej Funlandii. Wystraszyłam się hasła „saga”, które wtedy z niczym dobrym mi się nie kojarzyło.

Złamałam się dopiero pięć lat później, gdy ukazało się inna książka Michael Crummey Bez winy. Kupiłam na próbę. Powieść (o ciężkim i raczej ponurym życiu osieroconego rodzeństwa na Nowej Funlandii) pozwoliła uciec mi od polskiej rzeczywistości jesienią 2020 roku (też ponurej, aczkolwiek z innych powodów niż opisane u Crummey’a).

Jednak prawdziwą rewelacją okazał się Dostatek, do którego lektury namawiał mnie wydawca w Sopocie, a ja teraz czuję się jak marnotrawna córka, która musi przyznać: Panie Alenowicz, miał pan rację.

Próba opowiedzenia fabuły od razu spaliłaby na panewce, więc sobie daruję. Najlepszą rekomendacją niech będzie zatem, że byłam rozdarta między chęcią pożarcia Dostatku natychmiast, a przedłużaniem tej przyjemności w nieskończoność.

Dlatego, o ile jeszcze nie czytaliście Dostatku, to nie bądźcie jak Zofia i nie czekajcie z tym w nieskończoność.

Michael Crummey, Dostatek, tłum. Michał Alenowicz, Wiatr od Morza 2013.

Grzegorz Uzdański Wypiór

Grzegorz Uzdański Wypiór

Okazuje się, że lektura książki, której poważne fragmenty napisano trzynastozgłoskowcem, to szalenie odświeżające doświadczenie.

A kto był królem złotym trzynastozgłoskowca w polskiej literaturze? Pewnie, że Adam Mickiewicz i to on jest główny prowodyrem dramy, która rozgrywa się między dwójką trzydziestolatków mieszkających przy Placu Zbawiciela w Warszawie. Oczywiście współcześnie. Jego Mickiewicza szczerze irytuje, ją za to wyraźnie fascynuje.

Nasz narodowy wieszcz u Uzdańskiego mieszka w szafie tej dwójki. Jest wypiorem, inaczej – słowiańskim wampirem. Po zmierzchu opuszcza kryjówkę i rusza na obchód szpitalnych śmietników. Poza tym interesuje się piłką nożną, a zimą dorabia jako nocny cieć.

Więcej nie zdradzę. Przeczytajcie sami.

Grzegorz Uzdański,Wypiór, Wydawnictwo Filtry 2021.

Małgorzata Gołota Spinalonga. Wyspa trędowatych

Małgorzata Gołota Spinalonga. Wyspa trędowatych

W ubiegłym roku spontanicznie kupiłam bilety na Santorini. Przed wyjazdem lubię wprowadzić się w temat odpowiednią lekturą i tak przeglądając książki o Grecji trafiłam na napisany przez polską autorkę reportaż o Spinalondze – jałowej wysepce u wybrzeża Krety, która do 1957 roku była leprozorium. Zsyłano tu chorych na trąd, a diagnoza była wyrokiem.

Oficjalnie chorzy wiedli tu w miarę normalne życie. Na wyspie działały kawiarnie, był zakład fryzjerski i szkoła, w której uczyły się urodzone tu dzieci.

Ale to tylko część prawdy, chętnie powtarzana turystom zwiedzającym Spinalongę. Rzeczywistość nie była jednak tak różowa, co wiadomo m.in. dzięki świadectwu Epaminondasa Remoundakisa – jednego z niewielu mieszkańców Spinalongi znanego z imienia i nazwiska. Gdy trafił do leprozorium miał 21 lat i studiował prawo.

W 1973 roku jako niespełna sześćdziesięciolatek w filmie Jean-Daniela Polleta L’Ordre (do obejrzenia na YouTube) mówił:

„Minęło już 36 lat, odkąd trafiłem do więzienia, choć nie popełniłem żadnego przestępstwa. Przez wszystkie te lata rozmawiało ze mną, z nami, wielu ludzi. (…) Wszyscy ci ludzie składali nam obietnice, których potem nie dotrzymywali. Zdradzili nas. Żadna z tych osób nie przekazała światu tego, na czym nam zależało. (…) Nie chcemy być znienawidzeni. Wszystko, czego potrzebowaliśmy kiedyś i czego dziś potrzebujemy, to miłość. Chcielibyśmy być kochani i akceptowani jako ludzie, którym przytrafiło się nieszczęście. Nie chcemy być zjawiskiem, innym gatunkiem człowieka. Mamy te same sny co wy”.

Kto raz trafił na Spinalongę już jej nie opuszczał, a zesłani – zmuszeni do zerwania kontaktów z rodzinami – mieli prawo czuć się pogrzebanymi za życia.

Leprozorium zlikwidowano po wynalezieniu lekarstwa na trąd. Zażywanie diasone ma zaskakujący skutek uboczny – długowieczność. W 2021 roku wciąż żyło ośmiu zesłańców ze Spinalongi.

Małgorzata Gołota, Spinalonga. Wyspa trędowatych, Wydawnictwo Agora 2021.

Dorota Masłowska Jak przejąć kontrolę nad światem 2

Dorota Masłowska Jak przejąć kontrolę nad światem 2

Niedawno ukazała się nowa książka Doroty Masłowskiej (Bowie w Warszawie), tymczasem ja polecam jej poprzednią publikację – tom felietono-esejów, bo tak chyba należałoby zakwalifikować to wydawnictwo. Lektura to tyleż zabawna, co pouczająca. W dodatku nie można nie chylić czoła nad językowymi wygibasami autorki. Jak dorosnę chciałabym operować słowem tak jak Dorota Masłowska. Oj tak.

Jak przejąć kontrolę nad światem 2 czytałam w dość mrocznym momencie i choć generalnie nie było mi zabawnie, to książkę przeczytałam z mieszanką fascynacji i rozbawienia.

Zwłaszcza felietony o asortymencie poczty („Poczta Polska zdaje mi się jakąś schulzowską fantasmagorią. Składem podrób podróbek i kopii kopii, magazynem atrap i erzaców. Szpitalem tandetnych rzeczy, które (…) przywołują jakieś niegdysiejsze śniegi, nieaktualne sławy i chwały, krzywe Jezusy i niedźwiedzie Wojtki (…)”).

Oraz o #hot16challange, w którym Masłowska leciutko pastwi się nad występem naszej głowy państwa. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi (w co wątpię), to niech wpisze w YouTube hasło „Ostry cień mgły”. Ale ostrzegam: co raz zobaczone, odzobaczyć się nie da, więc proszę później nie mieć do mnie pretensji.

Dorota Masłowska, Jak przejąć kontrolę nad światem 2, Wydawnictwo Literackie 2020.

Paulina Siegień Miasto bajka. Wiele historii Kaliningradu

Paulina Siegień Miasto bajka. Wiele historii Kaliningradu

Seria Sulina trochę straciła w moich oczach po lekturze książki Piotra Oleksego Wyspy odzyskane. Może inaczej oceniałabym książkę, gdyby interesowało mnie rybołówstwo, o którym głównie pisze autor. Także to było rozczarowanie.

Co innego książka Pauliny Siegień o Kaliningradzie. Piękna książka o (bądźmy szczerzy) niezbyt pięknym mieście. I jego mieszkańcach, którzy z Rosjanami z interioru nie mają wiele wspólnego.

Ta wciśnięta między Polskę i Litwę eksklawa w dawnych Prusach Wschodnich przez dziesiątki lat była terra incognita. A gdy wreszcie otworzyła swe podwoje okazało się, że Królewca już nie ma. Zamiast tego jest nowe miasto, niby sowieckie, ale w rzeczywistości wciąż w rozkroku między przeszłością i przyszłością.

Emblematycznym przykładem jest historia nieukończonego Dom Sowietów, który wybudowano w miejscu krzyżackiego zamku. Dość powszechna jest opinia, że to najbrzydszy budynek świata, ale ja bym aż tak się nie zapędzała. Ba, jestem pewna, że fani brutalizmu na widok Domu Sowietów zapiszczą z zachwytu.

Miasto bajka stawiam na jednej półeczce z Poniemieckie Karoliny Kuszyk oraz Wieczny początek. Warmia i Mazury Beaty Szady. Obie książki, podobnie jak książkę Siegień, mocno polecam. Zwłaszcza osobom zainteresowanym poniemieckim dziedzictwem.

Paulina Siegień, Miasto bajka. Wiele historii Kaliningradu, Wydawnictwo Czarne 2021.

Czytaj także:


Przydało się?

Postaw mi wirtualną kawę lub udostępnij artykuł znajomym. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.


Loading
Sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!