Dziewiętnastowieczna powieść na tysiąc stron – nie brzmi zbyt zachęcająco, ale know-how dla aspirujących celebrytów? To już inna para kaloszy…

Bo o Targowisku próżności Williama Makepeace’a Thackeraya można pisać bez końca i na różne sposoby. Aż palce mnie swędzą, aby wyjaśnić dlaczego to powieść wybitna i znakomita. Dać świadectwo jak w udręce i ekstazie przedzierałam się przez te dwa opasłe tomy. Napomknąć o figurze diablo złośliwego opowiadacza-narratora, który z takim upodobaniem wbija szpile wszystkim bez wyjątku i po równo (a ciężki dragon o małym móżdżku i silnych namiętnościach albo nadęty tępak to tylko mała próbka).

Nie, nie. O tym wszystkim pisać nie będę. Będzie natomiast o tym, że Targowisko próżności to biblia każdego aspirującego celebryty. W powieści Thackeraya nasz początkujący celebrity przejrzy się jak w lusterku. Rozpozna znane z autopsji problemy i wyzwania na drodze ku chwale i milionom. Dziewiętnastowieczny sztafaż to tylko przykrywka, a płynące z lektury nauki będą nie do przecenienia.

Bo może i w czasach Williama Makepeace’a Thackeraya nie znano ścianek, pudelków i darów losu, a i układy społeczne też się trochę zmieniły, ale jedno jak trwało tak trwa: pragnienie sławy i poklasku. O którym z grubsza traktuje ta wydana w 1847 roku powieść.

Ale zdaję sobie sprawy, że bycie takim aspirującym celebrytą to nie byle co i kto by tam jeszcze miał głowę do czytania jakiś dziewiętnastowiecznych historyjek (co niżej podpisanej zajęło bite dwa miesiące). Dlatego aspirujący celebryci znajcie mój gest. Przeczytałam Targowisko próżności za was i wynotowałam to i owo.

Bierzcie i korzystajcie. Dziękować nie trzeba.

Vanity Fair Targowisko próżności William Makepeace Thackeray Tadeusz Jan Dehnel

Targowisko Próżności Williama Makepeaca’a Thackeray’a (po więcej #bookoporn tędy proszę)

Karm pochlebstwami. Każdego

Wkraczasz w progi wielkiego świata? Zaskarb sobie przychylność otoczenia drobnymi uprzejmościami i obietnicami z gatunku tych, co ofiarodawcę nic nie kosztują, a dla obdarzonego będą nad wyraz cenne.

Chwalcie wszystkich! (…) Nie bądźcie oszczędni. Mówcie komplementy w oczy, a także za plecami, jeżeli oczywiście istnieje uzasadniona nadzieja, że zostaną adresatowi powtórzone.

Podlizuj się. Konsekwentnie, acz niezobowiązująco.  Nie szczędź miłych słówek i tym wyżej na społecznej drabinie i tym kilka szczebelków poniżej ciebie.

Za skuteczność metody ręczy połowa obsady Targowiska próżności.

Znajdź sobie protektorkę

Lub protektora, który wprowadzi cię na salony. I przy okazji będzie takim ramieniem, na którym możesz się podwiesić.

Dla damy w sytuacji pani Rawdonowej wierna towarzyszka jest sprzętem równie nieodzownym jak kareta.

Obawiam się, że nie tylko dla niej. Do śmietanki towarzyskiej przecież ot tak nie przyjmują. Więc dobrze mieć kogoś kto pomoże przeskoczyć ten próg.

Fun facts, Thackeray radzi, aby towarzyszka była nienachalnej urody (obskurna nierozłączka – tak to autor przedstawia).

Nawet jeśli do cna jesteś spłukany, nigdy tym się nie chwal

Jesteś na dorobku? Czekasz na przelew? Kłopoty finansowe niech nie psują ci humoru. Graj zamożniejszego niż faktycznie jesteś.

(…) zadzierzysta mina, nienaganne obuwie i ubranie oraz stosowna pewność siebie często służą właścicielowi nie gorzej niż pokaźne konto bankowe.

Thackeray radzi: pogodnie znoś ubóstwo i maskuj je wszelkimi metodami. Publicznie pokazuj się częściej niż zwykle, czoło noś wysoko, a na ciuchy nie szczędź grosza. A że w domu niedojadasz? Nikt nie musi o tym wiedzieć.

Na targowisku próżności nie ma chyba metody kłamstwa stosowanej częściej.

– dodaje. A w powieści bodaj nie ma bohatera, który choć raz nie odstawiłby tej maskarady. Ze znakomitym skutkiem. A to prowadzi nas do kolejnego punktu.

Żyj za free ergo na koszt innych

Sława sławą, ale tak naprawdę bijemy się o kasę. I przywileje.

Jeśli w miejsce „sława” wsadzić „reputacja”, to wyjdzie, że bohaterowie Targowiska próżności wiedzieli o co toczy się ta gra. I na bycie godnym szacunku (albo chociaż opinię takiego) ciężko pracowali.

Koneksji brak? Trudno. Niech twym orężem będzie spryt, pochlebstwa i protektor. Wystarczy chwilę pogrzać się ciepełku sławy, aby zacząć odcinać kupony.

Tę sztukę do perfekcji opanowali państwo Crawley, żyjący wygodnie i wystawnie nie płacąc za nic i nikomu.

Nie płacili za baranią łopatkę ani za ogień, przy którym ją upieczono, ani kucharce, która ją przyrządziła, ani służbie, która ją zjadła.

W tym samym czasie…

(…)  podejmowali wszystkich, i to tak szczodrze, jak gdyby dysponowali dochodem wynoszącym trzy lub cztery tysiące funtów rocznie. I dochodem takim dysponowali – nie w gotówce co prawda, lecz w towarach i pracy.

Taki jakby barter, ale jednostronny.

Jak tego Crawley’owie dokonali – słusznie – zapytacie? Urok osobisty, wdzięk i układność Becky plus nazwisko Rawdona. Crawley’owie to przecież taki szlachetny ród. Kto by nie wyświadczył im drobnej przysługi albo nie zrobił czegoś na kredyt?

I na koniec: pilnuj się

Nie chcę psuć nastroju i kadzić, ale sezon na celebrytę tylko trochę dłuższy niż ten na truskawki. Nie od parady będzie, więc przypomnieć, że

Na targowisku próżności nie odczuwamy niczyjego braku.

Po szczegółowe instrukcje co i jak odsyłam bezpośrednio do książki i trzymam kciuki za Wasze kariery.

Badum tss

Wszystkie cytaty pochodzą z Targowisko próżności William Makepeace Thackeray, tł. Tadeusz Jan Dehnel (wspaniały przekład!), Prószyński i S-ka, Warszawa 1998.

Komentarze