Z Majorką mam tak: najpierw marudzę i się krzywię, by później wzdychać i się zachwycać.

Tego tekstu miało nie być, bo urlopy są by odpocząć, a nie gromadzić kontent i produkować treści. Może to niepopularna opinia, ale ja tak to widzę, tak to czuję. Ale zaraz po powrocie z Majorki aż zaswędziały mnie paluszki, by z wyspą, która wzbudziła we mnie tyle sprzecznych emocji, jednak tak szybko się nie rozstawać. A nóż moje refleksje pomogą w spędzeniu fajnego czasu na Majorce? Albo odwrotnie – do tegoż zniechęcą? To drugie byłoby po myśli mieszkańców, ale o tym więcej zaraz.

Mnie Majorka zachwycała i wkurzała.

Zachwycała, bo jest jak Minorka, ale z górami.

Wkurzała, bo jest jak Minorka, tylko że zatkana turystami. Tłoczna, głośna, zakorkowana i zadeptana.

overturism w Soller Majorka
to jest Majorka
Serra de Traumutana w okolicach Lluc
i to też Majorka
i tu również Majorka

Na Majorkę wybrałam się właśnie przez Minorkę – jej mniejszą sąsiadkę w archipelagu Balearów. Urlopowałam się na niej trzy razy (co jest najlepszym podsumowaniem mojego stosunku do niej) i mogłabym po raz czwarty, piąty i szósty, ale… tę niewielką wyspę znam już jak własną kieszeń i chciało mi się czegoś nowego. Na przykład gór, których Minorka nie posiada.

Tymczasem przecinające Majorkę pasmo Serra de Tramuntana to góry co się zowią. Z setkami kilometrów szlaków, widokami, a nawet górskimi schroniskami. Do tego turkusowa woda, plaże z bielutkim piaskiem, malownicze wioski rozsiane nad wodą i w dolinach. Na Majorce wakacjowali się Chopin z George Sand! Czego chcieć więcej?

Spokoju – odpowiadam sama sobie. Wiedziałam, że Majorka to popularny kierunek, ale – posypuję głowę popiołem – nie odrobiłam lekcji przed wyjazdem zbyt dokładnie.

Okazuje się, że Majorka ma turystów powyżej uszu.

Nie przyjeżdżajcie, nie potrzebujemy was

Apelowali na X-ie mieszkańcy Majorki w marcu 2025. To fragment otwartego listu, w którym piszą, że przemysł turystyczny wyeksploatował wyspę do niewyobrażalnych granic, przez co życie na niej staje się niemożliwe dla Majorkan. Skalę najlepiej oddają liczby. W 2024 roku lotnisko w Palmie obsłużyło ponad 33 miliony pasażerów (dla porównania Okęcie – 21 milionów, Balice – 11 milionów), a przecież cumujące w porcie promy i wycieczkowce też nie przywożą powietrza. Ulicami Palmy już przeszedł dziesięciotysięczny protest wkurzonych mieszkańców z „Nie dla masowej turystyki” czy „Stop prywatnym odrzutowcom” na sztandarach.

Rozumiem ich irytację.

Gdy lądowałam na wyspie pod koniec maja naiwnie zakładałam, że sezon turystyczny dopiero się rozgrzewa. Naiwna. On już był rozpalony do czerwoności.

wróble na Majorce
one turystów na pewno nie mają dosyć

Nie wiem jak wy, ale ja z łatwością mogę wyobrazić sobie lepsze sposoby na spędzanie urlopu niż stanie w korku na czteropasmowej obwodnicy Palmy. Albo czekanie na autobus, który – gdy w końcu przyjeżdża – jest tak zapchany, że kierowca odmawia wpuszczenia na pokład. Bardzo też nie lubię być nabijana w butelkę i wpadać w zastawiane na mnie turystyczne pułapki (uwaga na sztuczki wypożyczalni samochodów Click Rent – mają fajne auta, ale to rasowi naciągacze).

a taka tam droga przez góry na Majorce

Ale tak się dzieje wszędzie tam, gdzie turystyka wymyka się spod kontroli, gdy popuści się jej lejce, a urlopowicze z mile widzianych gości zmieniają się w coś między wrzodem na dupie a krową do wydojenia. Overtourism rządzi się swoimi prawami.

I jeszcze druga strona medalu. Hipotetycznie załóżmy, że miliony wezmą sobie do serca apel wyspiarzy i na Majorkę nie przyjadą. Nie muszą wszyscy, wystarczy połowa, by gospodarka wyspy złożyła się jak domino. Turysta to błogosławieństwo i przekleństwo Majorki. Dobrobyt i upadek. Jej być albo nie być.

Ale ja chcę tylko na Majorce spędzić urlop!

Zakładam, może krzywdząco, że większość turystów na Majorce ma na to wszystko wywalone. Ja nie mam, ergo pierwsze chwile na wyspie były kłopotliwe. Świat zastany zamiast relaksować stresował, a ukojenie dawał tylko widok na morze, za który dopłaciłam 200 zeta. Zdecydowanie jedne z najlepiej wydanych pieniędzy.

In memoriam dopiszę jeszcze, że hotel też był na przekór. Nie działała spłuczka (wodę spuszczałam garnkiem), prysznic powodował potop w całej łazience, klimatyzacja odmawiała chłodzenia, a powietrze nasiąknięte było smrodkiem kanału. Tak bywa. Po interwencji część spraw rozwiązano, inne niwelował balkon z widokami. Wspominałam już, że to były najlepiej wydane dwie stówki? A spałam tutaj i mimo wszystko polecam (o ile nie oczekujecie złotych klamek).

Auto wypożyczyłam za pośrednictwem tej wyszukiwarki (narzędzie polecam, wypożyczalnię Click Rent nie).

Urlop zaczął się kiepskawo. Słowo harcerza, że na początku tych majorkańskich wakacji chciałam wracać do Polski. Ale zamiast taksówki na lotnisko wzięłam kilka głębokich wdechów i postanowiłam ten czas spędzić najlepiej jak się da w świetle overtourismowych okoliczności. Nie szkodzić wyspie więcej niż już zaszkodziłam swoim przybyciem i dać zarobić miejscowym.

Kity mamy z głowy, bierzemy się za hity wakacji na Majorce.

Zima na Majorce

Hit nr 1 Majorki: Valldemossa, w której Fryderyk Chopin zimował

No dobrze, Valldemossa to też miejscowość podgryzana przez nadmierną turystykę, ja jednak trafiłam do niej popołudniu (pro tip: największy ruch w atrakcjach na Majorce jest przed południem, później rzesze wracają do resortów na obiad) i obsada ludzka była taka w sam raz.

Do Valldemossy przyjeżdża się z dwóch powodów.

Po pierwsze to naprawdę śliczne miasteczko, a położone między górami Serra de Tramuntana tak że ach.

Po drugie na przełomie 1838/1839 roku zimowe tygodnie spędzili tu Fryderyk Chopin z Georges Sand plus jej dwójką dzieci. Zajmowali celę w dawnym klasztorze kartuzów, który dzisiaj jest największą atrakcją turystyczną Valldemossy.

Valldemossa Majorka Fryderyk Chopin i George Sand
Ona wygląda, jakby on ją sprał w twarz. On wygląda jakby zabrano go z prosektorium

Sprawa jest zresztą przezabawna, bo to były klasyczne wakacje z piekła rodem, czemu Sand dała wyraz w książeczce „Zima na Majorce”. Tłumaczenie na polski kupiłam w kasie klasztoru i czytałam z zapałem przez resztę pobytu na wyspie. Fakt: Sand pisze z pozycji aroganckiej paryskiej snobki, ale mimo to trzeźwość i aktualność niektórych jej obserwacji wprawiała mnie w osłupienie. Od pamiętnego zimowiska kochanków minęło prawie dwieście lat i na Majorce zmieniło się wszystko, ale jakby nie zmieniło się nic.

Cela Fryderyka Chopina w Valldemossa Majorka

Majorkańczycy tak zaleźli jej za skórę, że nie miała hamulców nazywać ich „małpami”. Tęgo oclili pianino Chopina, kucharka wyjadała im jedzenie prosto z garnków, krzywo patrzono na absencje podczas niedzielnej mszy, za wszystko – od jedzenia po transport – kazano sobie płacić wielokrotność tego, co płacili miejscowi. Do tego lało, nie było mleka, śmierdziało zjełczałą oliwą z oliwek, a Chopin przeziębił się. Gdy poszła fama, że to gruźlica wyspiarze patrzyli na nich już tylko wilkiem.

Przeczytaj mój reportaż o pobycie Chopina i Sand w “Tygodniku Powszechnym”
Valldemossa Majorka widok z celi Fryderyka Chopina
Widok z ogródka celi Fryderyka Chopina i George Sand

To cud, że w Valldemossie zachowały się jakiekolwiek pamiątki po Chopinie, bo wszystko czego dotknął chciano spalić

Ale nie spalono, więc zwiedzając dawny klasztor kartuzów (bilety do kupienia tutaj) zobaczycie m.in. grzebień, którym Fryderyk czesał swoje wspaniałe pukle czy fular, którym Sand obwiązywała szyjkę. I to słynne, wyrwane cłu pianino. Zwiedzania jest zresztą znacznie więcej, bo turystom oddano niemal cały klasztor. Pełen eklektyzm – od starodawnej apteki po wystawę prac Joan Miró. Od ponurego kościoła z freskami pędzla szwagra Goyi (fakt, że się tym w Valldemossie chwalą uważam za bardzo zabawny) po pysznie urządzone pałacowe wnętrza nijak mające się do skromnych cel kartuzów.

Valldemossa - cela kartuzów
cela kartuzia
Valldemossa - wnętrze pałacowe
i cela pałacowa

Nawiasem mówiąc George pewnie przewraca się w grobie, że w Valldemossie z Fryderykiem awansowali na główną atrakcje miasta. A jest o co się bić, czego dowodzi sprawa sądowa, która rozstrzygała, w której celi kochankowie faktycznie zimowali. Ta wskazana wyrokiem sądu (i pianinem, na którym skomponował słynne preludium „Deszczowe”) jest dodatkowo płatna.

Pianino Fryderyka Chopina w celi w Valldemossa
Słynne pianino, na którym Fryderyk Chopin skomponował preludium “Deszczowe”

Hit nr 2 Majorki: Pomarańcze i migdały

Majorka nie zapisze się w mojej pamięci złotymi zgłoskami pod względem kulinarnym. Gwiazdka: nie dotyczy pomarańczy i migdałów. Jedne i drugie uprawiane na wyspie.

Z pomarańczy wyciskają tak pyszne soki, że ślinka cieknie mi na samo wspomnienie.

Z migdałów (których Majorka rzekomo jest drugim największym producentem na świecie) piecze się tarta de almendra – ciasto z mąki migdałowej. Mnie szczególnie smakowało z warstwą zapieczonego sera. Ale hitem okazało się migdałowe mleczko – przypominający granitę deser z drobno mielonymi migdałami. Coś między sorbetem a shakiem, słodki jak złe. Pychotka.

Jedno i drugie testowałam w barze Sa Foganya w Valldemossie. Zapiszcie sobie w kajecikach tę nazwę, bo dają tu jeszcze jedną majorkańską osobliwość: ziemniaczane pączki. Bułeczki cocas de patata są bardziej wilgotne od pączków, które na wyścigi zjada się w tłusty czwartek. I nie mają nadzienia.

Sa Foganya w Valldemossie
Ciasto migdałowe i mleczko migdałowe oraz ziemniaczany pączek

Hit nr 3 (ale trochę też kit) Majorki: Sóller

Najwięcej drzewek cytrusowych i migdałowych na Majorce rośnie w okolicach Sóller – miasteczka jak z obrazka i jak z encyklopedii. Szukać pod o jak overtourism.

No niestety. Sóller to ofiara własnego sukcesu. Ma piękne położenie, zabytki, dojeżdża do niego starodawny drewniany pociąg z Palmy, a do portu dowozi – nie mniej zabytkowy i także drewniany – tramwaj, którego wagoniki przejeżdżają dosłownie między stolikami kawiarnianymi na placu przed kościołem. Czego chcieć więcej?

Mniejszego zainteresowania turystów – napisała turystka, która szybciutko salwowała się ucieczką w stronę wiosek Fornalutx i Biniaraix.

Sóller
stacja kolejowa w miasteczku Sóller

Hit nr 4 Majorki: Szlak suchego kamienia GR 221

Maleńkie jak chustka do nosa Biniaraix słynie ze starożytnych kanałów irygacyjnych, które górską wodą nawadniają cytrusowe gaje.

Fornalutx Majorka
Biniaraix

Fornalutx to podobno najpiękniejsza wieś w Hiszpanii. Być może, choć uroku odmówić jej trudno. Wioska ma kamienną zabudowę w kolorze miodu, wąziutkie ulice, miniaturowy rynek, kaskadowy układ i piękne położenie wśród pomarańczy, oliwek i drzewek chleba świętojańskiego. Sporo tu też turystów, ale nie aż tylu co w Sóller, z którego przyszłam tu kultowym majorkańskim szlakiem długodystansowym GR 221, czyli Szlakiem Suchego Kamienia. Nazwa wzięła się stąd, że murki czy drogi na Balearach od pradawnych czasów układa się bez zaprawy, idealnie dopasowując do siebie pokruszone kamienie.

Każdy mój kolejny trekking na Majorce zahaczał o jakiś fragment GR 221, co tylko rozbudziło apetyt, by przejść całość: urozmaicone 140 kilometrów przez Serra de Tramuntana, wybrzeże, górskie wioski, klify, gaje oliwne i plantacje cytrusów. Chciałabym, chciała.

Fornalutx

Hit nr 5 Majorki: Castell d’Alaró

Z GR 221 częściowo pokrywała się pętelka wokół Castell d’Alaró, czyli zamku na górze, który strzegł Majorki przed szeroko pojętymi wrogimi siłami. Faktycznie – z dołu wygląda jak twierdza nie do zdobycia, ale podejście okazuje się zaskakująco gładkie. Po wszystkim ma się wrażenie, że świat leży nam u stóp.

szlak do Castell de Alaro

Pierwszy zamek ponoć stanął tu już w czasach mauretańskich (którym Majorka zawdzięcza wiele – od tarasowych upraw po migdały), obecne luźno rozrzucone ruiny są sprzed circa 600 lat. W ich obrębie wybudowano kościółek pielgrzymów i schronisko górskie, które karmi ciastem migdałowym i majorkańskimi kanapkami pa amb oli (kromki chleba posmarowane pomidorem i skropione oliwą). Nie radzę jednak się objadać, bo poniżej zamku (ale wciąż w górach) mieści się świetna restauracja Es Verger słynąca z dań z jagnięciny i koźliny, ale podająca także tradycyjne dania kuchni majorkańskiej. A wszystko to w niezobowiązującym klimacie wiejskiej gospody.

Większość piechurów do zamku podchodzi od miasteczka Alaró, ale to niezbyt ciekawe trasa. Dużo ciekawsza jest wspinaczka od strony wsi Orient. Minus – nie ma tam parkingu, tylko kilka wąskich miejsc wyszarpanych z pobocza drogi. Plus – szlak prowadzi malowniczą ścieżką przez pastwisko owiec i gaj artretycznie powykręcanych oliwek.

Castell d'Alaró
podejście do Castell d’Alaró
Castell d'Alaró
i widok z Castell d’Alaró. Jeśli nie świat, to na pewno Majorka leży nam u stóp!

Hit nr 6 Majorki: dzikie owce i kozy

Co ja się naoglądałam kóz na Majorce, to moje. A wszystkie dzikie.

Zjawisko z gruntu fascynujące dla przybyszki z Europy Środkowej. Bo u nas, jeśli kozy, to w zagrodach i unijnych kolczykach. A na Majorce wesoło skaczą po kamiennych murkach i chyżo biegają po górskich ścieżkach. Niezaobrączkowane, na ludzi spoglądające z zaciekawieniem, ale i z bezpiecznego dystansu. W Serra de Tramuntana kręcą się także owce, od kóz bardziej nieśmiałe, mające mniej przygodowe podejście do swego jestestwa. Najwięcej widziałam ich w dolinie Lluc.

owce na Majorce kozy na Majorce

Hit nr 7 Majorki: dolina Lluc

Wspaniała jest przyrodnicza różnorodność Serra de Tramuntana. W porównaniu z Castell d’Alaró okolice wioski Lluc są żyzne i zielone. Oczywiście jak na Majorkę. Zbocza, prócz sosen (które w upale pachną tak słodko i intensywnie!), porastają dęby ostrolistne, a pomiędzy nimi tkwią formacje skalne. Iglice, grzbiety i turnie wyrzeźbione wiatrem i wodą. Trochę jak na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, trochę jak w Górach Stołowych.

Serra de Traumutana w okolicach Lluc Majorka

Serra de Tramuntana okolice Lluc

szlak na Majorce

Pętla wokół Lluc to mój faworyt wśród majorkańskich trekkingów, bo nie szczędził górskich widoków i ożywczego cienia, jednocześnie zachwycając przyrodą. Sama wioska też jest godna wzmianki. Mieści się w niej Sanktuarium Maryjne, bodaj najważniejsze na Majorce i… w zasadzie tyle. Dzięki temu jest tu spokojnie. W kawiarni na placu przed klasztorem można pokrzepić się czymś na ząb (na przykład migdałowym ciastem, które – macie mnie! – jadłam przy każdej okazji). Fakt godzien odnotowania: jadłospis jest po polsku.

miasteczko Lluc na Majorce

Sanktuarium Maryjne w Lluc na Majorce

Pro tip: Parking w Lluc kasuje 8 EUR bez względu czy w wiosce chcesz spędzić kwadrans czy dzień, ale kilometr powyżej jest darmowy parking Son Amer.

Hit nr 8 Majorki: plaże w Parc Natural de Mondragó S’Amarado

Jak plażować to w rezerwacie przyrody! A co, kto turyście na Majorce zabroni. Oczywiście na wyspie są dziesiątki łamane na setki plaż, do wyboru do koloru czy ma być piasek czy skałki. Ale gdy uznałam, że skuszę się na kąpiel (bo woda w Morzu Śródziemnym pod koniec maja ledwo, ledwo łapała się na moje wyśrubowane standardy zmarźlaka) postanowiłam, że nie chcę byle gdzie, tylko w jakiś czarujących okolicznościach przyrody.

Parc Natural de Mondragó S'Amarado

Padło na Parc Natural de Mondragó S’Amarado to rezerwat chroniący m.in. makia (śródziemnomorskie zarośla), obszary podmokłe oraz żółwie, które w jednym i drugim czują się jak ryby w wodzie. Do tego trzy plaże z idealnie białym piaskiem i turkusową wodą, między którymi spaceruje się ścieżkami przyrodniczymi. Czego chcieć więcej?

Parc Natural de Mondragó S'Amarado

Hit nr 9 Majorki: Cova de Portals Vells

Ostatniego dnia wywczasu trafiłam do miejsca wielkiej osobliwości. By dotrzeć do Cova de Portals Vells najpierw czekał mnie spacer przez kurortowe wioski, klify i zatoki z sześcioma (!) dzikimi plażami (w sumie tych plaż mogło być nawet więcej).

plaża na Majorce

W końcu wąska ścieżka trawersująca klif doprowadza do jaskini o nienaturalnie geometrycznych wejściach. To dawny kamieniołom, ale nie to jest w nim najciekawsze a dziwaczne symbole i inskrypcje wykute czyjąś ręką w litej skale.

Podobno to dzieło genueńskich rozbitków, których sztorm wyrzucił tu na brzeg. Słońce, księżyc, jakieś wiatraczki i herb (Majorki?) otaczają pustą niszę, w której niegdyś znajdowała się figura Matki Boskiej, którą żeglarze rzekomo ofiarowali w podzięce za przetrwanie burzy na morzu. Podobno jaskinia była podziemnym kościołem. Figury nie ma, zostało miejsce tajemnicze i na wpół porzucone, przez co działające na wyobraźnię.

Cova de Portals Vells


* Niektóre linki w tekście są afiliacyjne. Ale nie polecam tutaj niczego, co mi się nie podoba!

Przydało się? Udostępnij znajomym! 

Postaw mi wirtualną kawę. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
Zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.


Loading
Sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!