Przyjechał opromieniony sławą „genialnego Polaka”. Wyjeżdżał skompromitowany i zadłużony po uszy. Stanisław Przybyszewski w Krakowie wytrzymał niecałe dwa lata.
Prasa nie odnotowała jego powrotu na polską ziemię. Nie czekały go tłumy. Rano 10 września 1898 r. na peronie w Krakowie witała go tylko grupka aspirantów literatury. Wpatrzeni w niego jak w proroka, siebie nazywali „dziećmi szatana”.
Dwa lata wcześniej do Stacha Przybyszewskiego, żyjącego wtedy w Berlinie, zaczęły przychodzić listy „rozkoszne swoim rozmachem, nieokiełznane, nieskładne, na ciężki ból zębów chorujące”, wzywające go „do powrotu na ojczyzny łono”. Nadawcą był Adolf Nowaczyński, który wspólnie z Maciejem Szuszkiewiczem i resztą członków ich krakowskiego kółka literackiego ofiarował mu buławę hetmana awangardy Młodej Polski.
„To była raczej sekta niż skupienie literackie” – wspominał Tadeusz Boy Żeleński, wówczas student medycyny. Kółkowicze za dnia zgłębiali poważne kierunki na UJ, by po godzinach oddawać się temu, co grało w ich duszach: literaturze i pijaństwu. Często naraz. Przy wiśniówce i parówkach krytykowali swoje pisarskie wprawki i referowali lektury.
Tak trafili na wzmiankę o Przybyszewskim – „genialnym Polaku”, który tworzy po niemiecku. Ich nieporadne przekłady utworów Stacha zdominowały dyskusje. Były jak przeciąg. Nikt w Polsce tak nie pisał. W końcu Nowaczyński, namaszczony przez kółko, chwycił za pióro i zaprosił idola.
Stachowi list spadł z nieba. W Berlinie – dokąd przybył na studia, ale wybrał bohemę, by wodzić w niej rej – nikt za nim nie tęsknił. Jego otoczenie straciło do niego resztki sympatii, rozczarowane kłamstwami, dezynwolturą i życiem na cudzy koszt. Der geniale Pole stał się persona non grata. W Krakowie mógł zacząć z czystą kartą.
Artykuł pierwotnie ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” nr 37/2026 (9-15 września 2026)
PS Chcesz wybrać się ze mną na spacer po Krakowie śladem Stanisław Przybyszewskiego? Zajrzyj tutaj.
Dzięki, że czytasz do końca! Przydało się? Udostępnij znajomym!
Postaw mi wirtualną kawę. Da mi to poczucie, że to, co robię ma sens.
Po więcej pomysłów zajrzyj do spisu treści bloga.
Zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się do newslettera z powiadomieniami o nowych artykułach.
DZIĘKUJĘ!
Stanisław Przybyszewski w Krakowie. Skandale, romanse i długi
Podobne artykuły
Cześć!
Nazywam się Zofia Jurczak, a to moja strona poświęcona podróżom
Jestem kulturoznawczynią (UJ), stypendystką Miasta Krakowa. Moje koniki to Kraków (napisałam o nim dwie książki), muzea, miasteczka, dziedzictwo kulturowe i historyczne. Kocham Japonię, uwielbiam wyspy. W podróży napędza mnie ciekawość. Na stronie piszę o tym, co mnie kręci.
Więcej


