Idę o zakład, że Cottbus nie było na niczyjej liście miast do zobaczenia przed śmiercią. I również o to, że po tym wpisie to się może zmienić.

Mi na przykład Chociebuż spodobał się już trzy minuty po tym jak wysiadłam z pociągu. Szłam sobie willową ulicą o swojsko brzmiącej nazwie Wernerowa Droga (potem okaże się, że to wcale nie był ukłon w stronę Polski). W nosie miałam siąpiącą mżawkę i jedyne czego mi było szkoda, to że nie mam więcej czasu na podziwianie okolicy (np. secesyjnego miejskiego teatru).

A potem było jeszcze ciekawiej

Do Cottbus przyjechałam na zaproszenie Polsko-Niemieckiej Informacji Turystycznej i Mili Państwo to jest miejsce, od którego powinniście zacząć zwiedzanie Chociebuża (adres: Berliner Platz 6; koniecznie pozdrówcie ode mnie Magdę!). Uzbrojeni w ulotki i przewodniki (po Cottbus, Spreewaldzie i innych lokalnych atrakcjach) – co ważne – po polsku, ruszamy na zwiedzanie.

➙ CZYTAJ RÓWNIEŻ: Pozostałe relacje ze zwiedzania Niemiec

Cottbus

O co kaman z tymi Łużycami, czyli 5 minut geografii (i historii)

Chociebuż to drugie po Poczdamie największe miasto w Brandenburgii i przy okazji stolica Dolnych Łużyc. Do granicy jest stąd jakieś trzydzieści kilometrów, a do Zielonej Góry sto.

Miasto wcale małe – około 100 tysięcy mieszkańców (oraz cztery linie tramwajowe!), ale jednak inaczej niż miasteczko nie potrafię o Chociebużu myśleć. Za co z góry mieszkańców Brandenburgii przepraszam. Ale cóż począć, że miasto (a w każdym razie jego centrum) jest zielone, kameralne i nieszczególnie ludne, za to obfite w ujutne kamieniczki. Z drobnymi, ale jednak widocznymi śladami średniowiecza (pierwsza wzmianka w dziesiątym wieku!) oraz alejami całymi wysadzanymi fabrykanckimi willami.

mury miejskie w Cottbus
Chociebuż promenada Puszkina

Fabrykanckie wille nie wzięły się rzecz jasna znikąd. Chociebuż jeszcze do niedawna był miastem mocno przemysłowym. Od dziewiętnastego wieku w okolicy wydobywa się węgiel brunatny (ale to długo już nie potrwa), a samo Cottbus było zagłębiem włókiennictwa, które – zupełnie jak w Polsce – nie przetrwało transformacji.

I o ile w Bawarii i Berlinie zwątpiłam w zasadność dewizy ordnung muss sein (zwłaszcza w Norymberdze), o tyle w Cottbus można rozważyć jedzenie z chodnika. Tak tu czysto i schludnie, co cieszy mojego wewnętrznego mieszczucha.

Z kolei wewnętrznego fana betonu, brutalizmu i architektonicznych pamiątek po słusznie minionych ustrojach cieszy, że Cottbus ma sporo ciekawej (i co ważne: zadbanej!) architektury oraz – nazwijmy je – ‘ozdób przestrzeni publicznej’ z czasów NRD. Jest co oglądać!

Cottbus. Pomnik łużyckiego wodnika

I choć dziś Cottbus to Niemcy, to historycznie miasto leży na Łużycach, a kilkadziesiąt tysięcy Chociebużan ma serbołużyckie korzenie (oraz własny język, stroje i kulturę). W Chociebużu działa poświęcone im Muzeum Wendyjskie (Serbski Muzej; adres: Mühlenstraße 12). Niestety nie udało mi się do niego zajrzeć. Co zatem zwiedziłam w Cottbus?

Cottbus

Ten wpis to tak naprawdę Cottbus razy dwa: dla zabieganych i na weekend

Naturalnie polecam wersję numer dwa. W pierwszej rozprawimy się z atrakcjami zabytkowego centrum Chociebuża. Czas operacyjny circa 2,5-3 godziny. Przerwa na kawę oraz widoki na miasto wliczone w program. W drugiej wersji wskoczymy na wyższy poziom zaawansowania, co w praktyce oznacza konieczność ruszenia się poza stare miasto. Ale warto! O jak bardzo warto!

Cottbus. Chociebuż. Brandemburgia

Cottbus dla zabieganych

Miejsca, które szkoda byłoby pominąć podczas zwiedzania Chociebuża.

Spójrz na Chociebuż z góry: wieża Spremberger Turm

Wyposażeni w naręcze pomocy naukowych z Polsko-Niemieckiej Informacji Turystycznej ruszamy parkiem wzdłuż średniowiecznych murów w stronę trzynastowiecznej wieży Spremberger Turm. Po drodze dwie godne uwagi sprawy.

Altanka  jak pagoda – zajrzyjcie na jej tyły w poszukiwaniu dziedzińca dawnego klasztoru franciszkanów. Tak się składa, że dziś działa tam schronisko młodzieżowe Jugendherberge, w którym można przenocować. Kasa niewielka, za to śpi się ze świadomością, że kiedyś mnisi warzyli tu piwo (true story!). Spałam w prosto urządzonej dwójce z dużym łóżkiem i własną łazienką. Było cicho i wygodnie, ale jeśli schronisko młodzieżowe to za niskie progi zajrzyjcie na booking.

Chociebuż. Schronisko młodzieżowe DJH Youth Hostel. Jugendherberge

Schronisko młodzieżowe w Chociebużu w dawnym franciszkańskim klasztorze. Tu spałam!

Wyglądajcie też pierwszych dowodów na to, że sztuka w Cottbus leży dosłownie na ulicy. Choć niekoniecznie są to murale (prawdę mówiąc nie widziałam ich w Chociebużu). Prędzej sgraffito, reliefy, mozaiki i malowane ceramiczne kafle. Te dwa ostatnie – cud miód obrazki nawiązujące do kultury łużyckiej – znajdziecie po drodze do wieży.

Cottbus Łużyce. kafle z historią łużyc mozaika Cottbuser Bauernmarkt

Wreszcie wieża Spremberger Turm – dwa euro i sto trzydzieści jeden stopni później cieszymy oko takimi widokami.

widok z wieży Spremberger Turm w Chociebużu widok z wieży Spremberger Turm w Chociebużu

Wieża czynna jest codziennie i przez cały rok! Nie jest przystosowana do osób z niepełnosprawnościami.

Fani szachulca, małych domków i czerwonej cegły łączmy się! Stara elektrownia, Dieselkraftwerk i domki garbarskie

Kawałek dalej, nad brzegiem Młynówki (Mühlgraben) znajdziecie mały kwartał architektury poprzemysłowej. A tam czarujące domki garbarskie (szachulec! najmniejszy jest z początku osiemnastego wieku). Wspaniała neogotycka elektrownia wodna, a kawałek dalej kolejna elektrownia, tyle że modernistyczna. Ta ostatnia to dziś muzeum sztuki współczesnej (dkw. Kunstmuseum Dieselkraftwerk Cottbus).

dawna elektrownia w Chociebużu domki garbarskie Cottbus

Tuż za nim rozciąga się park Goethego – fajne, zielone miejsce z mnóstwem wielkich, starych drzew.

Cottbus park Goethego

Tu kiedyś był zamek

Goethestraße (jedna z ulic wysadzanych fabrykanckimi willami; kolejna to Puschkinpromenade) prowadzi u podnóża góry zamkowej, na której zamku co prawda nein, ale godnie zastępuje go sąd rejonowy. Gmach wygląda jak co najmniej pałac. Plus kolejna pamiątka po średniowieczu – wieża Schloßturm. Idąc dalej ulicą Goethego dojdziecie zaś do Tuchmacherbrunnen, czyli fontanny włókniarzy z lat 30. dwudziestego wieku. Bystre oko wypatrzy na niej scenki rodzajowe cechu włókniarzy.

sąd w Cottbus ulica Goethego w Cottbus Chociebużu fontanna włókienników w Cottbus Chociebużu

Wreszcie rynek!

Najpierw jednak gotycki olbrzym z czerwonej cegły – kościół farny św. Mikołaja (Oberkirche St. Nikolai). Pierwotnie katolicka świątynia w czasach reformacji przeszła w ręce protestantów. Mnie zachwyciła przede wszystkim swoim gwiaździstym sklepieniem. Chciałabym kiedyś trafić tu na koncert muzyki organowej, co nie jest specjalnie trudne, bo te odbywają się u św. Mikołaja regularnie.

kościół św. Mikołaja w Cottbus Chociebużu

Altmarkt, czyli stary rynek, to z kolei królestwo słodkich barokowych kamieniczek i ogródków restauracji (parasole trochę psują widok, ale cóż począć). Podoba mi się, że nawet powojenne plomby nie kłują tu swoją innością w oczy. Kłania się (znana mi z Elbląga) retrowersja.

altmarkt Cottbus
rynek w Cottbus. Chociebuż

W jednej z pastelowych kamieniczek kryje się ciekawe Muzeum Aptekarstwa (Brandenburgisches Apothekenmuseum). To właściwie zabytkowa apteka (siedemnasty wiek!), w której – prócz zwiedzania można też zaopatrzyć się w zioła, herbatki, nalewkę wspomagającą trawienie (a mocna ona jak czort! Smakuje gorzką pomarańczą i, hm, kardamonem?) oraz… oryginalną wodę kolońską z Kolonii.

A ta, to zupełnie co innego niż polski ersatz sprzedawany pod tą nazwą. Pachnie świeżo i cytrusowo. Wielbicielami eau de Cologne byli książę von Puckler (wrócimy do tego gagatka), księżna Diana, Tomasz Mann, Marlena Dietrich, Oscar Wilde oraz niżej podpisana, która podczepia się na bezczela. Eau de Cologne kupicie tylko w Kolonii i w Muzeum Aptekarstwa w Chociebużu. Na szczęście dla mnie również online.

Brandenburgisches Apothekenmuseum. Muzeum aptekarstwa w Cottbus.

Cottbus do zjedzenia

Wtem okazało się, że sękacz to specialite de la maison nie tylko Podlasia. I nadal nie wiem co o tym myśleć. Tym bardziej, że sękacz z Chociebuża (Cottbus baumkuchen) wygląda, smakuje i powstaje tak samo, co można zresztą podglądać na żywo w Cottbuser Baumkuchen Manufaktur na tyłach Conditorei & Café Lauterbach (Sprembergerstraße 4), w której z kolei sękacza zamówicie sobie do kawy.

Z kolei na obiad w Chociebużu polecam restaurację w murach miejskich Stadtwächter (Mauerstraße 1). Jest ciasno, głośno, duszno, tłoczno (a i otwiera się dopiero o 16), ale jedzenie warte jest pewnych wyrzeczeń. Porcje ogromniaste, kotlety wielkości koła młyńskiego, ale są też opcje wege no i piwo.

Chociebuż. Wnętrze restauracji Brau & Bistro Cottbus
Chociebuż

Perełka Chociebuża: zespół pałacowo-parkowy w Branitz! 

Przechodzimy do zwiedzania Chociebuża dla zaawansowanych. I gdybym miałam wskazać tylko jedną atrakcję (ATRAKCJĘ właściwie) Cottbus, dla której warto nawet nadłożyć drogi, to byłby to pałac w Branitz wraz z 600 (!!!) hektarami parku w stylu angielskim, dwiema piramidami (w tym jedną na wodzie, więc to jakby dwie piramidy w jednym) oraz założycielem tegoż: nietuzinkowym, legendarnym, cierpiącym na parkomanię miłośnikiem wody kolońskiej (oraz pieniędzy, drzew i kobiecych wdzięków) księciem Hermannem von Pückler-Muskau.

Pałac Branitz w Cottbus Chociebużu piramida w parku Branitz w Cottbus

I owszem, słusznie! To nazwisko już pojawiło się na blogu, a dzięki wyprawie do Cottbus udało mi się  zwiedzić oba koronne dzieła von Pücklera (w dodatku w kolejności powstawania). Najpierw park Mużakowski (UNESCO list!), a teraz park w Branitz. Zresztą oba zespoły pałacowo-parkowe można odwiedzić w czasie jednej wycieczki, bo z Cottbus do Muskau jest ok. 40 kilometrów.

Temat jest zdecydowanie zbyt rozległy i fascynujący (+ mam za dużo zdjęć; ech to ciężkie życie blogerki) by podać go w kilku akapitach, dlatego do Branitz i księcia von Pücklera w osobnym poście.

wnętrze pałacu Branitz w Cottbuspałac Branitz w Cottbus (Chociebuż)

Jak dojechać do parku w Branitz?

Można samochodem (parking płatny, ale wstęp do parku za free) lub autobusem miejskim (linie 10 i 28; przystanek Branitz Schloss). Ale można też dojechać kolejką wąskotorową!

No dobrze, kolejka wąskotorowa nie dowiezie was do Branitz prosto spod hotelu. Ale dla wiatru we włosach i oldskulu warto nadrobić kilka kilometrów, czyli podjechać na stację początkową. Na Sandow Bhf kupicie również bilety – w obie strony kosztuje 5/3EUR. Na miejscu jest też duży bezpłatny parking.

Uwaga! Wąskotorówka nie jeździ przez cały rok! Rozkład jazdy sprawdźcie tutaj.

kolejka wąskotorowa w Cottbus. Chociebuż wąskotorówka

Wąskotorówka ma jeszcze jedną przewagę nad autobusem – jadąc nią można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i… na przykład załapać się na karmienie słoni.

Cottbus Zoo – o takie ogrody zoologiczne się biliśmy!

Wystarczy, że u bram ogrodu zoologicznego w Chociebużu zameldujecie się przed godziną 14:30. Nie będzie to trudne, bo kolejka zatrzymuje się tuż obok. Od wejścia do zagrody słoni są trzy szybkie kroki i choć po drodze będą was kusić góralki (jak na moje oko takie koto-wydry), to nie zwlekajcie ani chwili. Amatorów karmienia słoni jest wielu.

Punkt o 14:30 pojawia się skrzynia przysmaków: banany, marchewki, bułeczki i tego typu sprawy. Można się częstować, a właściwie częstować nimi dwie słonice, które dzień w dzień o wpół do trzeciej tym sposobem zjadają swój podwieczorek (lunch?).

karmienie słoni w Cottbus zoo

To nie jedyny pokaz karmienia zwierząt w Cottbus zoo (choć jedyny, w którym lud czynnie bierze udział). Od maja do września o 11:30 karmione są pelikany (to musi być ciekawy widok, nie na darmo mawia się przecież ‘łykać jak pelikan’), a przez cały rok lemury (12 i 15.30), karpie i kaczki (14), koty drapieżne (godzina 15; bez poniedziałków i piątków), pingwiny (15.15) i wydry karłowate (15.30).

Abstrahując od pór karmienia, ogród zoologiczny w Chociebużu to ponad 1200 zwierząt, które mieszka w naprawdę godnych warunkach. Wybiegi są duże i zielone. W ogóle dużo tu zieleni, ławek i cienia, a w kawiarni dają naprawdę spoko kawę.

Podrzucam jeszcze dwie atrakcje dla dzieci (lub młodszych duchem) w okolicy Cottbus:

Dojazd do obu tylko samochodem!

  • Manufaktura czekolady Felicitas w Hornow (Schokoladenland Hornow)

W której najfajniejsze jest to, że tabliczkę czekolady (prawdziwej belgijskiej, bez sztucznych poprawiaczy) wykonacie własnoręcznie na czekoladowych warsztatach. Fajna zabawa dla małych i większych. Na miejscu jest też sklep oraz kawiarnia z dobrą kawą.

  • Park Rozrywki w Techiland (Erleben Park Teichland)

Tutaj z kolei najfajniejsze jest, że wstęp do parku jest bezpłatny (podobnie jak kilka atrakcji). Płaci się tylko za sprawy pokroju zjazd letnim torem saneczkowym, minigolf czy tor pontonowy.

manufaktura czekolady Felicitas Chocolatier Hornow

Felicitas Chocolatier Hornow

Słynne spreewaldzkie ogóraski, tu w wersji czekoladowej

Na koniec zostawiam was z widokiem

Ostsee - Bałtyk pod Cottbus

Co prawda nie na Chociebuż, choć gdy dzieło się już dokona, będzie można śmiało powiedzieć, że stolica Dolnych Łużyc leży nad Bałtykiem. Jak to? A tak to, że Ostsee to po niemiecku Bałtyk, a to co z mozołem tworzy się z wód Szprewy u stóp wieży widokowej w Merzdorf również Ostsee się nazywa.

O co chodzi? O zalewanie odkrywek po kopalniach węgla brunatnego, który w Niemczech powoli odchodzi w niebyt. Co prawda ostatnie kraftwerki jeszcze dymią na horyzoncie, ale ich dni są policzone. Zamiast kominów będą plaże i żaglówki, a przynajmniej takie są plany.

I jakkolwiek sztuczne jeziora nie wzbudzają we mnie wielkiego entuzjazmu, to przyznaję, że widok z platformy widokowej w Merzdorf robi wrażenie (a wejście robi zadyszkę, tak to ujmę).

PS dojazd do Cottbus

Gdybyście byli ciekawi jak bez auta dojechałam do Chociebuża, to spieszę donieść, że przyjechałam tu pociągiem z Berlina (1,5h). A do Berlina przyleciałam z Krakowa (lot trwa godzinę). W drodze powrotnej zaś jechałam bezpośrednim Flixbusem przez Wrocław i Katowice.

okolice Cottbus


Ciekawy wpis, to puść go dalej! 
Po więcej pomysłów na zwiedzanie zajrzyj do spisu treści bloga.
No i zostań ze mną na dłużej, aby nie przegapić kolejnych tekstów.
Dodaj mnie do Feedly albo polub na Instagramie i Facebooku!
Lub zapisz się na newsletter. Zero spamu, tylko powiadomienia o nowych artykułach! 

A teraz sprawdź skrzynkę i kliknij w potwierdzający link.

DZIĘKUJĘ!

Komentarze