Na początku były wakacje na Lido i podglądana ukradkiem polska rodzina. Na tej kanwie Tomasz Mann pisze swoje najsłynniejsze opowiadanie, które sześćdziesiąt lat później zekranizuje pierwszy dekadent kultury włoskiej – Luchino Visconti. „Śmierć w Wenecji” to historia miłości niemożliwej i hymn żałobny ku czci umierającego miasta.


WIĘCEJ LITERACKICH PRZEWODNIKÓW
POZOSTAŁE WŁOSKIE OPOWIEŚCI

Fabuła „Śmierci w Wenecji” nie obfituje w nadmiar zdarzeń, o nagłych zwrotach akcji nawet nie wspominając.

Pokrótce można by ją streścić tak: starzejący się i zmęczony życiem pisarz (a w filmie kompozytor) Gustaw von Aschenbach przypływa na urlop do Wenecji. Już pierwszego dnia w oko wpada mu olśniewająco urodziwy młodzieniec. Oczarowany Aschenbach spędza więc dni na wypatrywaniu i śledzeniu Tadzia, powoli acz nieuchronnie popadając w udręki miłości niemożliwej. Morowy klimat Wenecji pisarzowi/kompozytorowi też wcale nie służy. Zresztą nie tylko jemu, bo w tym samym czasie miasto dziesiątkuje epidemia cholery (fakt starannie skrywany przed turystami).

[spoiler] Wreszcie i Aschenbacha dosięga śmierć. W ostatniej scenie umiera na atak serca. Oczywiście wpatrzony w Tadzia. [koniec spoilera]

„Śmierć w Wenecji”

Z wczasów na Lido prosto do klasyki literatury

Oględnie rzecz ujmując „Śmierć w Wenecji” to wybitny przykład wypracowania z wakacji, które przecież co roku we wrześniu pisało się na zamówienie pani od polskiego.

Tomasz Mann opisał swoje fascynacje i obserwacje poczynione w czasie rodzinnego wypoczynku na Lido. Później będzie zarzekał się, że w tekście nic nie zostało zmyślone, włącznie z  cholerą oraz oczywiście Tadziem i jego polską rodziną.

Tadzio naprawdę nazywał się Władzio i był jednym ze szóstki dzieci polskiego arystokraty, ziemianina i fabrykanta Aleksandra Moesa. W maju 1911 roku Tadzio – Władzio ma prawie jedenaście lat, a na Lido z rodowych Wierbek koło Pilicy trafia dla podratowania zdrowia. Chłopiec urodził się z wrodzoną wadą płuc.

„Śmierć w Wenecji”

Rodzeństwo Moesów w czasie wakacji na Lido | źródło zdjęcia: Wikipedia

Jeśli wierzyć zapiskom żony pisarza Katji w realu wszystko odbyło się tak, jak Mann opisał w „Śmierci w Wenecji”. Idealnie piękny młodzieniec w marynarskim wdzianku przykuł uwagę pisarza już pierwszego dnia pobytu w Grand Hotel des Bains. Tomasz Mann, w odróżnieniu od swojego literackiego bohatera, co prawda, nie ganiał za Władziem po całej Wenecji, ale już podglądania rodziny Moesów na plaży nie potrafił sobie odmówić.

I teraz wyobraźcie sobie proszę zdziwienie dorosłego Władysława Moesa, który w noweli Manna odkrywa kronikę swoich pamiętnych wakacji na Lido, a w ślicznym Tadziu w marynarskim kaftanie rozpoznaje siebie.

Potem, w wywiadzie dla niemieckiego magazynu Twen, Moes zachwycał się też pedanterią z jaką Mann w „Śmierci w Wenecji” odtworzył jego stroje i nonszalanckie maniery dobrze wychowanego, ale jednak trochę rozpuszczonego dziecka.

Władysław Moes do Wenecji nigdy nie wrócił. Zmarł w 1986 roku.

Fun facts: Piękny Władzio (nie mylić z Pięknym Władkiem) miał na sumieniu jeszcze jednego laureata Literackiej Nagrody Nobla – oczarowanego jego urokiem Henryka Sienkiewicza.

„Śmierć w Wenecji” Luchino Viscontiego

Tomasz Mann publikuję nowelę w 1913 roku, a w 1971 roku na ekrany kin wchodzi adaptacja w reżyserii Luchino Viscontiego.

O ile z obsadzeniem roli Gustawa von Aschenbacha Visconti nie miał żadnego problemu, bo podstarzały Dirk Bogarde zdawał się być stworzonym do tej roli, to namierzenie odpowiedniego chłopca do roli Tadzia okazało się wcale niełatwym zadaniem. Visconti miał poświęcić miesiące na bezowocne poszukiwania w Polsce, po to aby ostatecznie zdecydować się na piętnastoletniego Björna Andrésena.

„Śmierć w Wenecji”

Bjorn Andrésen jako Tadzio | źródło zdjęcia Wikipedia

W adaptacji opowiadania szczególnie uderzyły mnie trzy rzeczy.

Po pierwsze filmowy Tadzio wcale nie jest dziecinny ani tym bardziej niewinny (jak opisywał go Mann). U Viscontiego zmienia się w młodocianego zalotnika, efeba, nonszalanckiego kusiciela. W zderzeniu z jego urodą i witalnością, naprawdę nic tylko zapłakać nad własną bezpowrotnie utraconą młodością. Nic dziwnego, że Aschenbach – Bogarde wciąż ma tę umęczoną minę człowieka, którego bolą i zęby i życie.

„Śmierć w Wenecji”

Po drugie Wenecja jest jak bezludna wyspa. Pusty, wymieciony z turystów Plac św. Marka przywodzi na myśl krajobraz po apokalipsie z Achenbachem i Tadziem w roli ostatnich ludzi na świecie. A widok to zupełnie niezwykły.

Wreszcie po trzecie, Wenecja od czasów filmu Luchino Viscontiego tak niewiele się zmieniła. Bo Serenissima jest jednym z tych miast, które tak niechętnie poddają się jakimkolwiek zmianom i opierają się każdej formie unowocześnienia. Setki lat temu Wenecjanie zabudowali każdy nadający się po temu spłachetek lądu, więc teraz miastu nie pozostało już nic innego jak trwać na wodach Laguny.

Niewiele zmian nie oznacz żadnych zmian, rzecz jasna. A tę najważniejszą jest to, że żaden Gustaw von Aschenbach ani familia Moes nie spędzi już urlopu w Grand Hotel des Bains.

„Śmierć w Wenecji”

Grand Hotel Des Bains na Lido w styczniu 2018

Wenecja w „Śmierci w Wenecji”

Bo nie ma już Grand Hotelu des Bains na Lido. Albo inaczej – gmach stoi, ale pusty. Po ponad stu latach od otwarcia, w 2010 roku nowy właściciel zamyka Granda. W planach ma przebudowę na luksusowy apartamentowiec – Des Bains Residences. Czy powinnam wspominać, że w styczniu 2018 roku hotel nadal był zamknięty na głucho?

Gdy w 2010 roku runęła nowina o zamknięciu, świat kultury podniósł larum, bo Grand Hotel des Bains, to nie tylko duma i wizytówka Lido, nie tylko „Śmierć w Wenecji” (oraz „Angielski pacjent”, w którym zagrał kairski Shepheard Hotel), ale i Międzynarodowy Festiwal Filmowy, który od 1932 roku przyciąga na Lido największe gwiazdy kina. I te największe gwiazdy nocowały właśnie w Hotelu des Bains.  

„Śmierć w Wenecji”

Grand Hotel w rok po zamknięciu

Padały argumenty różne. Że to koniec ery Belle Epoque na Lido. Że Dirk Bogarde przewraca się w grobie. Że to kompromitacja władz miasta. Władze miasta na to, że mają dość problemów z własnymi sypiącymi się budynkami. A włoski krytyk filmowy Andrea Martini płakał na łamach Guardiana, jak to przez 22 lata z rzędu nocował w tym samym pokoju z meblami z czasów wakacji rodzin Mannów i Moesów. I nie przeszkadzała mu nawet wysłużona (bo półprzezroczysta) pościel.

Plaża przy Grand Hotel des Bains robi nie mniej przygnębiające wrażenie. Ale to może być kwestia stycznia. Pojęcie martwy sezon zimą na Lido wybrzmiewa z jeszcze większą mocą.

„Śmierć w Wenecji”

Bardzo martwy sezon na Lido

Śmierć Wenecji

Nie ma zmiłuj, Wenecja umiera, a upiorny refren Jeszcze na wodzie, ale już za chwilkę pod powraca w mediach z regularnością pływów.

I choć po stokroć lepiej brzmi ‘miasto zakochanych’, niż ‘miasto śmierci i rozkładu’ (nie mówiąc już o ‘miasto sypiących się tynków, podmytych fundamentów i pękających murów, które wkrótce zapadnie się w cuchnący muł’), to od śmierci w Wenecji ucieczki nie ma.

„Śmierć w Wenecji”

Umierające miasto u Viscontiego gra ważną rolę. Kamera, zamiast pokazywać jego mityczną urodę, prowadzi przez brudne uliczki i obmierzłe zaułki, punktuje kolejne oznaki zniszczenia. Wenecja jawi się tu jako miasto wybitnie posępne i skrywające jakieś mroczne, a może nawet niebezpieczne tajemnice.

Wreszcie osobliwie czarne jak bywają tylko trumny gondole wcale nie takie romantyczne jak się zdaje. Skojarzenie z łodzią Charona na Styksie – rzece wiodącej do krainy śmierci – przychodzi na myśl samo.

Wenecja atrakcje ciekawostki zwiedzanie tanio Mestre weekend w Wenecji

„Śmierć w Wenecji” to nie jedyny literacki i filmowy przykład, w którym bohaterowie przyjeżdżają do Wenecji wyzionąć ducha. Podobnie rzecz się ma z „Nie oglądaj się teraz” Nicolasa Roega (na podstawie Daphne du Maurier) czy „Miłością i śmiercią w Wenecji” Iaina Softleya (na podstawie Henry’ego Jamesa). Znacie inne przykłady?

I jeszcze raz śmierć Wenecji

Bo to, że miasto tonie i w końcu w tej lagunie zatonie nie podlega dyskusji. Ale Wenecja umiera także z innego powodu. A właściwie miliona powodów.

Tym powodem jestem ja, Ty i każdy inny turysta.

W czasach „Śmierci w Wenecji” na wakacje na Lagunie stać było wyłącznie arystokratów, ewentualnie zamożnych fabrykantów. Dziś na city break w Wenecji może sobie pozwolić niemal każdy (bo złapanie biletu za mniej niż 150 złotych w obie strony, to naprawdę żaden wyczyn).

Dalej, masowy rozwój turystyki uczynił życie w starej części Wenecji kosztownym i uciążliwym. Nie dziwota więc, że ta wyludnia się na potęgę, a media snują wizje Wenecji jako “Disneylandu” zwiedzanego w ciągu dnia i zamykanego na noc (według przewidywań w 2030 r. w Wenecji nie pozostanie na stałe już żaden mieszkaniec).

Czy w świetle powyższego wypada zakrzyknąć: spieszmy się odwiedzać Wenecję, póki jeszcze istnieje?

Korzystałam z:
✓ Śmierć w Wenecji Tomasz Mann, tł. Leopold Staff, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 1992.
✓ Śmierć w Wenecji reż. Luchino Visconti 1971 [w:] 30 filmów wszech czasów, tekst: Alicja Helman, Warszawa 2006.


Wybierasz się do Wenecji?
Przeczytaj poradnik Wenecja dla początkujących cz. 1 | Transport oraz gdzie spać i dlaczego w Mestre oraz cz. 2 | Zjedz i zwiedź Wenecję nie wydając miliona €€€.
Tutaj relacja z Weneckiego Karnawału.
A TU tanie noclegi w Wenecji.


Spodobał się wpis? Puść go dalej!
Nie chcesz przegapić kolejnych? 
Dodaj mnie do Feedly albo dołącz do mnie na instagramie lub Facebooku!
Lub zostaw e-mail poniżej, a dostaniesz powiadomienie natychmiast po publikacji.

Komentarze