Zacznijmy od tego, że w Padwie przede wszystkim się mieszka, dalej – studiuje, a dopiero na końcu Padwę się zwiedza. Co wcale nie znaczy, że miasto ma niewiele do zaoferowania turyście. Nie, nie, nie.


WIĘCEJ WŁOCH NA BLOGU TUTAJ

Choć Drodzy Państwo muszą też wiedzieć, że Padwa to jedno z tych miast, w którym na stu mieszkańców przypada jeden kościół. Więc jeśli uprawiasz sakroturystykę tudzież churching, w Padwie poczujesz się jak dziecko w Disneylandzie. Możesz siedzieć tu i z tydzień, co wcale nie gwarantuje, że zwiedzisz wszystkie padewskie kościoły.

Padwa Kenny Random

Padwa ma Kenny’ego Randoma, a to jedyny jego mural, który znalazłam

Ale i bez udziału w sztafecie kaplica – bazylika – baptysterium – kościół – kaplica, w Padwie znajdzie się dość atrakcji, aby spędzić tu jeden bardzo przyjemny dzień. A może nawet dwa, jeśli masz chęć na zwiedzanie muzeów.

Będzie tym milej i zabawniej, że Padwa naszpikowana jest polskimi śladami jak mało które (a może i żadne inne?) miasto we Włoszech. Nasi rodacy patronują kaplicy (św. Stanisław w Bazylice il Santo) i placowi (Maksymilian Kolbe), mają tu też swoje pomniki (Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego szukajcie na placu Prato Della Valle), a kilku kolejnych studiowało na padewskiej wszechnicy (Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski oraz Jan Zamoyski to tylko te bardziej znane przykłady).

Do tego (szok i niedowierzanie!) w kościele il Santo znajdziecie… ulotki po polsku!

Padwa Prato della Valle

Na placu Prato della Valle szukaj polskich śladów

Mój subiektywny przewodnik po Padwie (siłą rzeczy) będzie więc trochę zbożny – pobożny. Ale hej, głowa do góry, nie samym churchingiem Padwa stoi! Plus będzie też trochę gastronomicznej rozpusty!

Na początek mam jednak do Szanownych Państwa pytanie.

Padwa

Uwielbiam te detale na włoskich kamienicach

Padwa pierwsze skojarzenie?

U mnie święty Antoni. (choć po wizycie w mieście do pakietu dołączy jeszcze kawa z miętową pianką, o czym więcej później).

Więc trochę zdziwiłam się, że św. Antoniego wcale nie był Włochem (bo Portugalczykiem), tak naprawdę nazywał się Fernando, a z Padwą za życia związany był tylko przez chwilę. Miasto musiało mu się jednak spodobać, bo inaczej nie zażyczyłby sobie być tu pochowanym. A w miejscu grobu wkrótce potem (ale nadal w trzynastym wieku) franciszkanie stawiają okazałą świątynię.

I jeśli miałabym wskazać jeden kościół w Padwie, który trzeba zobaczyć, to jest to właśnie Bazylika św. Antoniego. Bardziej ze względu na to, co w środku niż fasadę.

Padwa kościół św. Antoniego Padewskiego w Padwie

Bazylika il Santo. W środku zdecydowanie ciekawsza niż na zewnątrz

Być w Padwie i nie zwiedzić Bazyliki il Santo niepodobna

Bo skromność i ubóstwo to może w statucie zakonu, ale na pewno nie w architekturze. A powiedzieć, że Bazylika wykończony jest na bogato, to mało.

Przepych wnętrz kościoła św. Antoniego wprawia w osłupienie, a skromny pielgrzym prędzej oczopląsu dostanie od kolorów marmuru, ilości rzeźb i fresków oraz kilogramów złotej szpachli.

Padwa bazylika świętego Antoniego w Padwie

Oczywiście Bazylika nie byłaby Il Santo bez relikwii, na czele z (podobno) idealnie zachowanym językiem św. Antoniego. Ergo językiem blisko osiemsetletnim. Za życia zakonnika ten był jego podstawowym orężem. Dorobił się nawet pseudonimu „młot na heretyków” (św. Antoni, nie język).

I pewnie, że chciałam język świętego zobaczyć (kto by nie chciał?). Zupełnie abstrahując od spraw duchowych, oglądanie relikwii to jednak małe (maciupeńkie) guilty pleasure (któremu z takim zapałem oddawałam się w Akwizgranie). Ale na dobrych chęciach się skończyło, bo kaplica z relikwiami była okratowana i zamknięta na cztery spusty.

Padwa krużganki

Na pocieszenie spacer po niekończących się klasztornych krużgankach. Warto pobłądzić, bo na jednym z dziedzińców czeka lewitujące niemowlę (oraz toaleta w systemie „płatne ile łaska”). A! Wstęp do Bazylika św. Antoniego w Padwie jest bezpłatny. Więc tym bardziej trzeba zwiedzać i kropka.

Z kolei na placu przed Bazyliką (Piazza del Santo) w oko wpada konny pomnik, o którym nie byłoby sensu wspominać gdyby nie dwie sprawy. Jest dłuta Donatella, a sportretowany dowódca zwany był Gattamelatą. Czyli słodkim kotkiem. Zaskakujące pseudo dla żołnierza, no ale co ja tam wiem.

Padwa

Co można robić w Padwie (prócz zwiedzania kościołów)

Kluczyć po uliczkach i placach starego miasta. Testować kawiarnie. Nie dać się przejechać rowerom.

Bo Padwa to bardzo rowerowe miasto (ale wiem też z dobrego źródła, że do dwóch kółek nie należy się tu zbytnio przywiązywać, bo jeszcze się taki nie urodził, co by rower przed padewską szajkę złodziei uchronił).

Torre Dell’Orologio Padwa

Torre Dell’Orologio

W ramach akcji ‘zgub się, znajdź, a potem zgub się jeszcze raz w Padwie’ polecam pokręcić się po okolicy niewielkiego Piazza Duomo (z katedrą) oraz Piazza delle Erbe i Piazza della Frutta. Te dwa ostatnie rozdziela budynek Palazzo della Ragione. Kawałek dalej Piazza dei Signori z wieżą zegarową (Torre Dell’Orologio). W zaułku znalazłam (jedyny! chlip) mural lokalnego artysty Kenny’ego Random. A wiem, że w Padwie jego street artu jest znacznie więcej. Więc szukajcie!

Padwa

Fragment fasady katedry w Padwie

Skok w bok z Piazza delle Erbe i już jesteśmy na terytorium dawnego getta. Natężenie arkad sięga tu zenitu. Spójrzcie też od czasu do czasu w górę, bo Gwiazdy Dawida w sklepieniu = mini świetliki, przez które mieszkańcy getta podglądali ulicę.

Zajrzyjcie też na dziedzińce Pallazzo Bo – historycznej siedziby Uniwersytetu Padewskiego. Tylko smutek i żal, że słynny teatr anatomiczny jest nie do zobaczenia dla przygodnego turysty.

Po drugiej stronie ulicy Pallazzo Comunale (urząd miasta). W temacie budynków użyteczności publicznej mają rozmach w tej Padwie.

Padwa uniwersytet  Padwa uniwersytet

Trzy (no cztery) kroki od kościoła św. Antoniego znajdziecie z kolei największy plac we Włoszech, w dodatku owalny – Prato Della Valle. Wokół niego kilkadziesiąt posągów (są Polacy! ale o tym już było) i płytki kanał (zgaduję, że niezła z niego wylęgarnia komarów).

Jest jeszcze ogród botaniczny Orto botanico di Padova, no ale hello 10 euro za zwiedzanie ogrodu w styczniu, to chyba jednak trochę przesada (nawet jeśli jest najstarszy na świecie)?

Padwa Prato della vale

Zagadka: Co to jest szczyt turystycznego oportunizmu?

Pójść na kawę do Pedrocchi Café (Via VIII Febbraio 15).

Oczywiście, że to zrobiłam! Choć w Polsce podobne przybytki omijam bardzo szerokim łukiem (a do Noworola nie dałabym się zaciągnąć nawet siłą).

Cafe Pedrocchi jest tak znane, że wymienia się ją w pierwszym rzędzie największych padewskich atrakcji. Kawiarnia działa niemal nieprzerwanie od osiemnastego wieku, a wśród jej wiernych fanów byli lord Byron i Stendhal.

Bardzo tu ą ę elegancko, w związku z czym trochę też sztywno. Ale za brak krawata nie wyrzucają za drzwi. Sprawdzone.

Padwa

Ktoś w Pedrocchi wpadł też na genialny pomysł jak raz na zawsze pozbyć się studentów (wiadomo, nad jedną kawą skłonni siedzieć cały dzień). Lokalny przesąd głosi, że wystarczy przekroczyć próg Pedrocchi Café, aby oblać egzaminy końcowe (nie wiadomo czy działa na studentów spoza Padwy).

Ale nie o przesądach i Stendhalu miało być, a o specjalności zakładu – kawie Pedrocchi, czyli czarnej kawie z puszystym miętowym kremem i szczyptą kakao na wierzchu (3 euro).

Dopełniłam swój turystyczno-blogerski obowiązek i spróbowałam. Czy smakowało? Owszem.

Padwa
Czy chciałabym powtórkę? Nie.

Padwa do zjedzenia

Życie z miejsca staje się lżejsze, gdy wiesz, że jesteś w miejscu, w którym nie grozi ci ani śmierć głodowa, ani bankructwo. Czyli na przykład w Padwie.

O bary z kawą i przekąskami człek się tu potyka, a złotą turystyczną zasadę „jedz tam gdzie miejscowi” można realizować z zamkniętymi oczami (pod warunkiem, że oddalisz się od Piazza del Santo).

Polecam zwłaszcza pokręcić się po Via S. Francesco.

W podcieniach pod numerem 212 skrywa się mała, ale zacna kanapkarnia L’Angolo Del Gusto (Via S. Francesco 212; blisko Bazyliki św. Antoniego). Przygotowywane na świeżo kanapki kosztują 3-4 euro. Do wyboru są też gotowe wypieki (pizza, calzone, wiadomo). Specjalnością zakładu jest puccia ze spersonalizowanymi dodatkami. Ja wybrałam puccie z porchettą, grillowanym bakłażanem i jakimś duszonym zielskiem, które nie było szpinakiem (4 EUR).

Padwa puccia

Słowo harcerza, że puccia smakuje lepiej niż wygląda

W L’Angolo Del Gusto je się na stojąco (no ale przynajmniej nie ma coperto).

Na dłuższe posiedzenie przy kawie wybieramy pierwszą kawiarnię również przy Via S. Francesco. Z espresso za 1,1 EUR i bez myta za zajęcie stolika. Ciekawe czy zawsze jest tak miło w Padwie, czy to po prostu taryfa ulgowa na (bardzo) martwy sezon?

Padwa

Czy wiesz, że Padwa…

Fun facts 1: Padwa ofiarom WTC. Pomnik Memoria e Luce to zjawisko z zupełnie innej bajki. Może dlatego, że za projektem stoi (suprise, suprise) David Libeskind. Strukturę ze szkła i stali najlepiej oglądać z mostu na Corso del Popolo (w drodze z dworca kolejowego do centrum). W jednej ze ścian pan Libeskind  zatopił kawałek prawdziwego World Trade Center.

Memoria e Luce Padwa

Padwa ofiarom WTC

Fun facts 2: Padwa też ma translohr! Co to translohr? Nieudana krzyżówka tramwaju z autobusem. Po kądzieli ma opony, po mieczu jedną szynę. Translohr krąży też po Wenecji, pisałam o nim więcej tutaj.

Fun fatcs 3: O kościołach (że nieskończenie wiele) już było, ale nie było jeszcze o wyjątkowej mnogości podcieni. Arkady w Padwie ciągnął się kilometrami. Latem to musi być świetna sprawa (cień!), ale zimą ciągnie spod nich co najwyżej wilgotnym chłodem.

Padwa

Chciało nam się Włoch w wersji sauté i Padwa spełniła nasze oczekiwania z nawiązką

Po piekiełku weneckiego karnawału wypad do sennej i niemal bezludnej Padwy okazał się kojącym kompresem na obolałą duszę i nogi.

A to wszystko niecały kwadrans jazdy pociągiem z Wenecji Mestre – najlepszej bazy wypadowej do zwiedzania Wenecji i okolic (dobry hotel w dobrej cenie).

OK, kwadrans jeśli trafisz na przyspieszony pociąg Regionale Veloce, którym podróż trwa tyle, co pociągiem premium Frecciarossa, ale za to kosztuje tyle, co regularny osobowy (czyli 3,45 EUR).

Zwykły osobowy z Venezia Mestre do Padwy jedzie trochę ponad pół godziny, więc też dramatu nie ma.


Spodobał się wpis? Puść go dalej!
Nie chcesz przegapić kolejnych? 
Dodaj mnie do Feedly albo dołącz do mnie na instagramie lub Facebooku!
Lub zostaw e-mail poniżej, a dostaniesz powiadomienie natychmiast po publikacji.

Komentarze