Niech żyje turystyka nieoczywista! Olkusz okazał się miastem wcale nie brzydkim, a lista atrakcji wartych zachodu wcale nie taka krótka. A największą z nich jest Muzeum Twórczości Władysława Wołkowskiego. Dla miłośników ładnych wnętrz i dobrego designu, to pozycja obowiązkowa!


POLSKA TAKA PIĘKNA. ALBO I NIE. WIĘCEJ TUTAJ

Skazana na busa

Ale najpierw do Olkusza trzeba dojechać. Co dla niezmotoryzowanego turysty może okazać się małym utrapieniem. Zresztą dla zmotoryzowanego też. Z Krakowa do Olkusza niby tylko 40 kilometrów, ale z tego jakieś 36 to teren zabudowany. Jedna wieś wyrasta z drugiej, druga z trzeciej. Nawet nie obejrzysz się gdy minie ci pół życia, wyrośnie broda, a ty wciąż nie przekroczysz rogatek Olkusza.

Zbiorkom też pozostawia wiele do życzenia.

No bo tak: teoretycznie do Olkusza można dojechać pociągiem. Teoretycznie, bo to zabawa tylko dla wytrwałych. Ewentualnie ślepo zakochanych w przewozach regionalnych. W najoptymistyczniejszym wariancie podróż z obowiązkową przesiadką potrwa 2 godziny. W wariancie mniej optymistycznym dojazd z Krakowa pochłonie godzin 5.

Zostają busy.

I tak jadąc sobie z kolanami przy uszach i plecakiem pod brodą człowiek ma dużo czasu na rozmyślanie. Mi na przykład przyszło do głowy, że piekło to wcale nie ruszty do smażenia grzeszników, tylko właśnie taka jazda minibusem z Krakowa do Olkusza, ale zapętlona w nieskończoność.

Jedyna zaleta to cena (7 złotych) i fakt, że te nieszczęsne busy odjeżdżają co kilka minut. Jaka ulga, że na miejscu było już tylko lepiej.

Olkusz

Mam przyjemność zawiadomić, że się nie zawiodłam

Już wstępne oględziny Srebrnego Miasta napawają optymizmem. We wtorkowy ranek Olkusz tętni życiem. Na rynku doliczam się co najmniej pięciu kawiarni. W informacji turystycznej (Floriańska 8) przemiły Pan wyposaża mnie w naręcze mapek i przewodników. Można też skorzystać z (bezpłatnego) WC, a w drodze z WC przez szybkę obejrzeć kawałek Muzeum Pożarnictwa Ziemi Olkuskiej.

Olkusz

Muzea w Olkuszu – do wyboru do koloru

Olkusz ma szczęście do muzeów. W mieście – przecież wcale nie takim dużym – jest ich aż pięć. Prócz Muzeum Pożarnictwa, na rynku czeka Muzeum Regionalne, a na Szpitalnej trzy kolejne: Minerałów Ziemi Olkuskiej, Muzeum Afrykanistyczne z jedną z największych kolekcji w Polsce oraz Muzeum Wikliny, a właściwie Muzeum twórczości Władysława Wołkowskiego.

Muzeum Afrykanistyczne było głównym powodem wycieczki do Olkusza, ale niespodziewanie gwoździem programu okazało się to ostatnie. Ba, uważam, że dla Muzeum twórczości Władysława Wołkowskiego do Olkusza po prostu pojechać trzeba. Zwłaszcza jeśli twoje serce przyspiesza na hasło dobry design, architektura wnętrz, a niech i będzie też to nieszczęsne hygge.

Olkusz muzeum wikliny władysława Wołkowskiego

Michał Anioł wikliny

Pierwotnie zwiedzać Muzeum twórczości Władysława Wołkowskiego wcale nie planowałam, spodziewając się jakiś koszyków i krzywych kwietników. Ale gdy doczytałam, że Wołkowskiego tytułowano „Michałem Aniołem wikliny” (!!!) i że tworzył kompozycje poświęcone Powstaniu Warszawskiemu i bitwie pod Grunwaldem (!!!) uznałam, że to takie cudaczne, że aż muszę to zobaczyć.

No i były cuda. Cuda desginu.

Zamiast krzywych plecionek, urzekające prostotą, harmonią i rytmem meble. Fantazyjne krzesła, fotele, stoły i dodatki. Jest nawet wiklinowy regał na książki! To są meble – dzieła sztuki.

Olkusz Władysław Wołkowski

Olkusz muzeum Władysław Wołkowski

Gdyby żył, dziś byłby topowym projektantem. Władysław Wołkowski wyprzedził swoje czasy o kilkadziesiąt lat. Projektant nie znosił masowej produkcji. Ubolewał nad monotonią banalnych wnętrz oraz nad negatywnym wpływem postępu technicznego, który oddala człowieka od natury. W kontrze tworzy koncepcję „Mieszkania Poetyckiego” w myśl, której przestrzeń ma umożliwić każdemu codzienne obcowanie z pięknem oraz zbliżać do przyrody. Na przykład dzięki meblom z naturalnych surowców. Brzmi aktualnie, prawda?

Olkusz Władysław Wołkowski

I w związku z tym aż dziw bierze, że Władysław Wołkowski jest dziś niemal zapomniany, a jego piękne i pomysłowe mebelki można oglądać tylko w Olkuszu.

Muzeum Afrykanistyczne na tle tych cudów designu wypada trochę blado. Choć fakt, zbiory są obfite i bardzo różnorodne. W kilku salach ogląda się artefakty z życia codziennego plemion Afryki Zachodniej oraz Środkowej. Są maski rytualne, są fetysze (a nawet bardzo dużo fetyszy), broń, trochę tkanin, instrumenty i ciekawej biżuterii. Do tego garnuszek z piaskiem z Sahary i smutne manekiny zawinięte w zakurzone szaty. Mi w oko wpadł cykl obrazków „Afrykańskie kobiety” ze skrzydeł motyli (hm, jak nazywa się taka technika?).

Olkusz Muzeum Afrykanistyczne

Olkusz Muzeum Afrykanistyczne

Jeśli interesujesz się Czarnym Lądem, to idź obowiązkowo. Myślę też, że Muzeum Afrykanistyczne (w odróżnieniu od oddziału wikliny) może okazać się ciekawe dla dzieci.

Oba muzea znajdziecie w budynku Miejskiego Ośrodka Kultury na Szpitalnej 32.

Spacerek po rynku i przyległościach

Znajdziecie tu wszystko, co powinno znaleźć się na porządnym rynku: trochę kolorowych kamienic, kilka tablic z informacjami o mieście, beton, ruiny starego starostwa (podobno idzie do remontu), fontanna, elegancko odnowiony ratusz, kościół w narożniku. Dla chętnych kawiarnie i obowiązkowy bank. A na środku lodowisko. Bo mamy luty, a ferie w Małopolsce trwają w najlepsze.

Olkusz atrakcje zwiedzanie Olkusza małopolska na weekend

Fun facts: Do cukierni pod numerem 14 wchodzi się przez gotycki portal przeniesiony z nieistniejącego już kościoła augustianów. Portal wykuto z charakterystycznego dla ziemi olkuskiej czerwonego piaskowca. Bardzo podoba mi się to zagranie. Z kolei do sklepu odzieżowego (pod nr 29) wkracza się przez efektowny portal renesansowy (ten nigdzie nie był przenoszony).

Olkusz rynek

Kościół w narożniku to gotycka bazylika św. Andrzeja Apostoła. Olkusz bardzo się nim chlubi, ale szczerze mówiąc… czy ja wiem? Kościół z zewnątrz niczym szczególnym się nie wyróżnia, a do środka najwyraźniej poza godzinami mszy wstępu nie ma. Można tylko zajrzeć przez drzwi boczne. Nie widać przez nie ani słynnych organów Hansa Hummla, ani nie mniej znanego poliptyku.

Olkusz kościół św. Andrzeja

Z kościelnego dziedzińca jest za to niezły widok na fake basztę i fragment średniowiecznych murów miejskich. Baszta doskonale udaje starą, gdybym nie przeczytała na tabliczce, że to dwudziestowieczna rekonstrukcja w życiu bym się tego nie domyśliła (nie to, co najstarszy-najmłodszy zamek królewski w Poznaniu).

Olkusz

Jeszcze ciekawsze od tego co na rynku, kryje się pod nim (proszę, zobaczcie sami). Gotyckie piwnice od czasu do czasu są udostępniane do zwiedzania, a wieść gminna niesie, że Olkusz przymierza się do uczynienia z nich największej miejskiej atrakcji. Będzie pretekst do powrotu.

Zagłębie obiadów domowych (a kawa też niczego sobie)

Po zwiedzaniu należy się obiad. W tym celu udałam się na Szpitalną do bistro Dynia. Ceny przystępne, a porcje słuszne. Delikatnie rzecz ujmując. Właściwie mogłabym poprzestać na samej zupie. Do tego imbryk herbaty za połowę tego, co zapłaciłabym w Krakowie. Bistro Dynia robisz to dobrze!

Olkusz bistro dynia

Ale takich miejsc serwujących obiady domowe jest w Olkuszu znacznie więcej. Jakaś pizza też się znajdzie. No i kebabik. Wiadomo.

Dobra, no to teraz kawa. Tu wybór nie był przypadkowy. W oko wpadła mi Palarnia Kawy na Krakowskiej. I znów rozczarowania nie było. W środku znacznie przyjemniej niż sugeruje to, co widać z ulicy. Dla samego zapachu mogłaby siedzieć w palarni godzinami. Kawa smaczna i wcale droga. Przemiła obsługa.

Olkusz

Olkusz (nie)przyjazny turystom

I wszystko byłoby pięknie i cacy, gdyby nie to, że w weekend do Olkusza nie ma po co jechać. Większość atrakcji (na czele z Muzeum twórczości Władysława Wołkowskiego oraz Muzeum Afrykanistycznym) czynne jest tylko w tygodniu (w dodatku od godziny 9 do 16).

EDIT: W sezonie letnim Muzeum Wołkowskiego i Afrykanistyczne czynne jest również w soboty!

Ale na pytanie, czy jest sens brać dzień wolny na wizytę w Olkuszu musicie odpowiedzieć sobie sami.


Olkusz odwiedziłam w ramach mojego projektu turystyki nieoczywistej 12 miast w 12 miesięcy. Założenia są takie: raz w miesiącu jadę transportem publicznym do miasta spoza pierwszej ligi i testuję jego atrakcje (zwłaszcza kulturalne), infrastrukturę turystyczną i kawiarnie, a także tropię ciekawą architekturę. W styczniu były Kielce. Gdzie pojadę w marcu? To się okaże!


Spodobał się wpis? Puść go dalej!
Nie chcesz przegapić kolejnych? 
Dodaj mnie do Feedly albo dołącz do mnie na instagramie lub Facebooku!
Lub zostaw e-mail poniżej, a dostaniesz powiadomienie natychmiast po publikacji.

Komentarze